płatne konkursy
Na jakich zasadach są przeprowadzane (jeżeli są przeprowadzane)w waszych
szkołach płatne konkursy typu: Alfik, Mat, Kangur, Omnibus? Kto płaci za
udział dzieci, czy przeprowadzane są wcześniejsze eleiminacje szkolne czy
jest jakiś limit chętnych, czy istnieje jakiś przepis prawny (decyzja
kuratorium)zabraniający szkole brania udziału w konkursie jeżeli szkoła nie
może zapłacić za wszystkich chętnych?

· 

W szkołach moich dzieci startują wszyscy, którzy chcą i płacą za to rodzice,
nie jest to jakać astronomiczna kwota (w tym roku Kangur i Alfik po 7 zł), więc
chyba nie ma potrzeby przeprowadzać jakiekś selekcji . Najczęściej i tak
startują w tych konkursach dzieci i młodzież, którzy czują się mocni w danej
dziedzinie(np. matematyka). Myślę, że niepotrzebnie robi się jakiś problem z
odpłatności (bardzo niewielkiej) tych konkursów.

Ewuniu, konkurs interdyscyplinarny. Odpowiada olimpiadom przedmioyowym.
Miedzynarodowy konk. Mat. "Kangur". Przepraszam , a wychowawca nie może Cię
uświadomić? Nie mówię juz o dyrektorze.:)
Jeżeli Twoje dziecko jest bdb z jakigoś przedmiotu, to zapytaj nauczyciela
uczącego. Powodzenia. :)

Mój syn kończy w tym roku to gimnazjum. Jest naprawdę świetne. Myślę, że Twoje
dziecko powinno bez problemu dostać się do tego gimazjum, bo wynik konkursu
organizowanego przez szkołę jest bardzo ważny. Oprócz tego trzeba mieć jednak
dobry wynik ze sprawdzianu (Gdy mój syn zdawał trzeba było mieć co najmniej 37
pkt.) oraz oczywiście dobre świadectwo (czerwony pasek). Ważne są też dobre
miejca w konkursach matematycznych ( Kangur, Alfik). Pozdrawiam

· 

Nie jestem co prawda rodzicem, ale uczennicą kończącą już gimnazjum, teraz
wybierającą liceum, ale jeszcze pamiętam jak to ja składałam papiery i dyplomów
miałam całkiem sporo mimo, że tylko jeden wypisany na świadectwie (kangur).
Wszystkie dyplomy mi przyjęli chociaz nie wiem czy za wszystkie dostałam punkty.

Na świadectwie kończącym podstawówkę jest rubryka na szczególne osiagnięcia, a
do nich zaliczają się o ile wiem: wojewódzkie konkursy przedmiotowe, kangur
matematyczny i inne konkursy ogólnopolskie.
Wychowawca nie ma obowiązku, a wręcz nawet nie może wpisać konkursu szkolnego
czy jakiegoś dalekiego wyróżnienia np. w konkursie recytatorskim.
Bierz pod uwagę, że za osiagnięcia dodatkowe jest ograniczona liczba punktów
(chyba 5), więc to nie one decydują najbardziej.
Jeśli Twoje dziecko wygrało tyle konkursów to myślę że i bez dyplomów dostanie
się do wybranej szkoły z samych ocen;)

O,widze,ze zbiera sie towarzystwo dzieci szykujacych sie do konkursu
matematycznego Kangur.To i my tez chcemy wstapic
Jesli mialybyscie jakies zadania,to tez prosilabym na adres gazety.Zadania dla
dzieci z 3 i 4 klasy.
Tu macie link:www.mat.uni.torun.pl/kangur/
Pozdrawiam.Ania

Kangur - konkurs matematyczny dla szkół podst.
Szukam w necie zadań z tego konkursu z ub. roku i nic nie mogę znaleźć

Moje dziecko jest w III klasie i przygotowuje się do tego konkursu - z tym,
że zupełnie nie wiemy jak on wygląda, nauczycielka też nam nie może pomóc.

W zasadzie się zgadzam,
w poście obok odpowiedziałam w podobnym sensie tyle, że "przez przykład".
Z jednym się jednak nie zgodzę:

> od 3 klasy sa juz
> konkursy matematyczne np Kangur-niech probuje
W zasadzie jestem przeciw konkursom.
1. To łechta ambicje rodziców, a to niedobrze.
2. Najzdolniejsze dzieci mają potem kłopot,
dobre miejsce w konkursie rodzi zazdrość wśród rówieśników,
a to utrudnia życie.
Na pewno czym wyżej tym gorzej,
nie wiem jaka forma konkursu była by bezpieczna dla dzieci:
likwidacja wyższych etapów,
likwidacja ogłaszania wyników (ale taki kokurs jest wtedy bez sensu),
czy może ktoś wymyśli inne sposoby...

No mój na pewno idealny nie jest. I zdecydowanie należy do tych bardziej się
udzielających. W tym roku szkolnym brał udzial w: konkursie wiedzy religijnej,
w konkursie krajów niemieckojęzycznych (plakat), był na międzyszkolnych
rozgrywkach technicznych (składanie rowerów, itp. - dość śmieszne zresztą),
konkursy matematyczne: genialny matematyk, kangur, w konkursie przyrodniczym na
temat: mój region, robił jakieś gazetki ścienne, brał udzial w konkursie na
nowe logo gazetki szkolnej. Chodzi na kółka: matematyczne, historyczne,
informatyczne i dodatkowy język (bezpłatny - szkoła finansuje dla chętnych).
Jest strasznie kiepski z w-f, ale za to jest super matematykiem, a jego pasją
jest grafika komputerowa. Oprócz tego broi jak każdy, strasznie gada na
lekcjach. Ale ma pasje i to kilka i to jest chyba doceniane. Rzeczywiście gdy
jest kilka takich osób w klasie jak mój syn - a jest - to reszta ma pewnie
pewne trudności aby się wybić i również zarobić to wzorowe. Ale z drugiej
strony wielu dzieciom się po prostu nie chce i lecą po łatwiźnie, rodzice
zresztą też... wiadomo, czasami szczególnie zimą trzeba dziecko na jakieś
zajęcia podwieźć, poczekać itd. Najłatwiej to rzeczywiście narzekać że komuś
się chce i zapracuje na tego wzorowego niż wziąść się do roboty. Jestem zdania,
że każde dziecko jest w czymś naprawdę dobre i każde ma szanse się w czymś
wyróżnić... jest w klasie np. chłopiec rewelacyjny we wszystkich zawodach
sportowych i też ma wzorowe. TRZEBA TYLKO CHCIEĆ. A nie narzekać i krytykować
innych ))) I tego wszystkim życzę

Kryzys konkursu matematycznego "Kangur"
Co tu komentować. łybacka szkółkę skończyła, w konkursie udziału
już nie weźmie. Nie obchodzi jej to. Dobre szkoły dostają mniej
pieniędzy, konkursy padają, na nic nie ma pieniędzy. Ale czy
Łybacką to obchodzi? Wątpliwe. Raczej zajmie się teraz ciepłem w
szkole. Swoim rozporządzeniem każe podnieść temperaturę, tym
razem do 21 stopni. Niech uczniowie zapłacą za nowe okna, po ce
je marnować na konkursy i egzaminy. Przecież tępe dzieci też
mogą płacić za remonty szkół

Nie wiem skąd masz takie wiadomości, ale jesteś w błędzie. Lepsze
wyniki szkół prywatnych i społecznych to nie przypadek i nie ma
tu mowy o jakiej "pomocy". Wynikają one z np. mniejszej
liczebności klas - a więc z większej uwagi (patrz czas)
poświęcanej przez nauczyciela każdemu uczniowi, lepszemu (patrz
zdecydowanie szerszemu) programowi, lepszej motywacji nauczycieli
(patrz lepsza pensja), itd. Moja córka chodzi do takiej szkoły (w
2002 4 miejsce w W-wie, w 2003 3 miejsce w W-wie) i przy
mimowolnym porównywaniu wiedzy jaką ma moja córka z wiedzą
rówieśników w wielu innych szkół (wśród znajomych) po prostu bije
ich na głowę bez żadnej dyskusji co przyznają niechętnie rodzice
rówieśników mojej córki. Oczywiście nie należy generalizować są
bardzo ale to bardzo dobre szkoły publiczne, jednak jeżeli
popatrzymy na sprawę z szerszej peryspektywy to szkoły
niepubliczne są po prostu lepsze a w każdym bądź razie tych
lepszych jest zdecydowanie więcej niż w przypadku publicznych. to
wszystko jest okupione wydatkami ponoszonymi przez rodziców ale
jest to inwestycja w przyszłość dla dzieci, rodziców których na
to stać. Jeżeli to cię nie przekonuje to popatrz procentowo w
stosunku do ilości uczniów w szkołach niepublicznych i
publicznych, kto wygrywa takie konkursy jak Kangur, Łamigłowa i
innne. Mam nadzieję że to cię wkońcu przekona.

Uważam, że ten i inne konkursy matematyczne powinny być
organizowane zawsze. Jest to dobra okazja do sprawdzenia się w
tej dziedzinie i porównania z dziećmi w całej Polsce.Gdyby
nie "alfik", "mat", czy "kangur",nie wiedziałabym, że mam w domu
takie zdolne dziecko.A najważniejsze są , jak obserwuję,
pozytywne emocje, jakie towarzyszą tym konkursom.Nie zawsze są
to wysokie miejsca,ale napewno świetna przygoda i
satysfakcja.Dodam, że to my rodzice robimy te drobne opłaty i
nie narzekamy.

Według mnie konkurs kangur NIE powinien zniknąć ze szkół. Jest
to bardzo dobry sposób na zdobycie satysfakcjonującej oceny na
koniec koku a 6zł to bardzo mała opłata. Nie zgodzę się z
pomysłem by Min. edukacji sponsorowało uczniom kangura ponieważ
wiele dzieci bierze udział w tym konkursie, a przecież są
jeszcze inne konkursy matematyczne nie mówiąc już o
humanistycznych i innych. Ministerstwo pokrywając wszystkie
koszty mogłoby zbankrutować, ponieważ na konkurs "bezpłatny"
uczęszczało by więcej uczniów.
Dziękuję za uwagę i do widzenia.

Uczniowie klasy III napisali test OPERON na 93% > Średnia punktów na ucznia
wyniosła 38 na 40 możliwych. Uczeń klasy III, w konkursie KANGUR 2009 wygrał
wycieczkę do Legolandu, pozostałych sześciu ( w tym jeden pierwszoklasista)
wygrali nagrody książkowe.W maju dzieci jadą na kolejną, już po raz trzeci
organizowaną zieloną szkołę pod żaglami.

Dlaczego i jakim prawem obrażasz Olamę? Jesteś, prawdopodobnie, nauczycielką
przeświadczoną, że wszystko wie najlepiej ( najgorszy typ nauczyciela). Nawet
jeśli u dziecka Olamy występują jakieś dysfunkcje to nie jest ono temu winne.
Winny jest natomiast leniwy i niedouczony nauczyciel, który nie potrafi tego
zauważyć i w porę zdiagnozować. Lepiej wieszać psy na dziecku i przy okazji
rodzicach.
Olamo, rób swoje i nie przejmuj się. Wśród nauczycieli- zwłaszcza klas 0-III
większość to zakompleksione przedszkolanki. Bardzo rzadko zdarzają się
pedagodzy, którzy chcą pomóc i nauczyć. Wspieraj dziecko, olewaj idiotów.
Na pocieszenie powiem Ci, że z moim synem było podobnie. Nauczycielka- kretynka
nauczania początkowego robiła z niego przygłupa i taką opinię przekazywała
belfrom ze starszych klas. W kl IV zdobył dyplom w konkursie matematycznym
Kangur. Potem poszło już jak z płatka. Dzić jest uczniem renomowanego liceum,
ma zdany FCE i przygotowuje się do ZD.

Gość portalu: matka napisał(a):

> Dlaczego i jakim prawem obrażasz Olamę? Jesteś, prawdopodobnie, nauczycielką
> przeświadczoną, że wszystko wie najlepiej ( najgorszy typ nauczyciela). Nawet
> jeśli u dziecka Olamy występują jakieś dysfunkcje to nie jest ono temu winne.
> Winny jest natomiast leniwy i niedouczony nauczyciel, który nie potrafi tego
> zauważyć i w porę zdiagnozować. Lepiej wieszać psy na dziecku i przy okazji
> rodzicach.
> Olamo, rób swoje i nie przejmuj się. Wśród nauczycieli- zwłaszcza klas 0-III
> większość to zakompleksione przedszkolanki. Bardzo rzadko zdarzają się
> pedagodzy, którzy chcą pomóc i nauczyć. Wspieraj dziecko, olewaj idiotów.
> Na pocieszenie powiem Ci, że z moim synem było podobnie. Nauczycielka-
kretynka
>
> nauczania początkowego robiła z niego przygłupa i taką opinię przekazywała
> belfrom ze starszych klas. W kl IV zdobył dyplom w konkursie matematycznym
> Kangur. Potem poszło już jak z płatka. Dzić jest uczniem renomowanego liceum,
> ma zdany FCE i przygotowuje się do ZD.

A ty zapewne leczysz jakieś swoje kompleksy wyżywajac sie na
nauczycielach.Chcesz o tym porozmawiać?
Tak nawiasem mówiąc skąd do nauczania początkowego brac inne kadry skoro kazdy
co inteligentniejszy kandydat wie,że oprócz katorżniczej pracy za głodową
pensję bedzie mial do czynienia z rozszalałymi ekspertkami od kształcenia
własnych pociech,kótre nie wiedzieć czemu uparły sie posyłać je do szkoly
publicznej zamiast kształcić w domu lub w elitarnych placowkach prywatnych.

Szkolne konkursy
Czy u was też organizowane są w szkole konkursy przedmiotowe i inne? Łukasz
wraz z klasą będzie rywalizował z innymi klasami w konkursie o zasadach
bezpieczeństwa na drodze (fajny pomysł). Cieszy mnie, że jest to dla niego
duża motywacja do poszerzania swojej wiedzy w tym zakresie. Kupilismy mu
nawet stosowna grę, by nauka była przyjemniejsza, a juz całkiem był dumny jak
jego praca został doceniona i pani wybrała go na kapitana :)
Pierwszaki mogą tez startować w konkursie matematycznym Kangur i niektóre
dzieci w jego klasy będą w nim startowały. Skoro jednak I klasy są w tej
samej kategorii co II uważam, że w tym roku udział w takim konkursie nie ma
sensu, jest jeszcze za wcześnie mimo że Łukasz uzdolnienia matematyczne
niewątpliwie ma. Rodzice tych dzieci twierdzą jednak że już teraz powinny się
przyzwyczajać i oswajać z konkursami... Oby tylko ich ambicje były zbieżne z
mozliwowościami ich pociech ;)

Jest różnie. W pierwszym przedszkolu mojego syna panie robiły wszystko poza
zajmowaniem sie dziecmi. Nie znały nawet ich imion, niczego nie potrafiły
powiedzieć o problemach dziecka.
W drugim przedszkolu dziecko nauczyło się bardzo wielu rzeczy, zasugerowano mi,
ze mogą być problemy z dysgrafią itp. Syn był w małej grupie pod opieka
wspaniaych pań. Tu poznał podstawy angielskiego ( dziś ma zdany FCE)i
matematyki ( jest laureatem konkursu matematycznego Kangur).Posiane w fachowy
sposób ziarno, a potem odpowiedzino uprawiane przyniosło plon.

Panie Dyrektorze, olimpiady to nie wszystko! Do prawidłowego (sic) rozwoju i
dobrego funkcjonowania w społeczeństwie, rodzinie, pracy potrzebna jest
RÓWNOWAGA . Nie mam nic przeciwko olimpijczykom, sama zachęcam moje dziecko do
brania udziału w różnych konkursach ( bo na olimpiady jeszcze zbyt wczesnie),
ale dbam także o to, aby był czas na sport, spacer, pójście do kina, spotkanie
się z rodzina, kolegami , komputer ( tak nawet gry) i nic nie robienie.
Wspólne posiłki są rzeczą świetą.
Bardzo się cieszę, gdy syn przynosi dyplom dobry, bardzo dobry czy laureata
konkursu Kangur ( bo wszystkie takie zdobył w kolejnych latach), ale równie
cieszy mnie, że duzo o nim wiem, znam jego środowisko, ma przyjaciół jest
lubiany, pamieta o rodzinnych świętach.
Oboje z mężem mamy wyższe wykształcenie i doktoraty ......i nie zajęlismy
ŻADNYCH miejsc w olimpiadach. Jesteśmy gorsi? Nie sądzę.
Daleka jestem od wszelkiego rodzaju uogólnień, ale z racji wykonywanego zawodu
zetknęłam się z patologiami młodzieży i dorosłych, którzy odnosili bardzo
spektakularne sukcesy na jednym i tylko jednym polu.
Narkomania, skłonności do alkoholu, naduzywanie lekow psychotropowych, nieudane
życie rodzinne itp. Nikt nie robił takich badań, a szkoda, bo byłby to ciekawy
materiał.
Uważałam, uważam i prawdopodobnie nie zmienię zdania, że najistotniejszą rzeczą
jest zachowanie równowagi. A czasem w szkołach będących lub szczycących się
mianem "kuźń olimpijczyków" nie jest to łatwe.
Pozdrawiam serdecznie.

Czy również liczy wszystkie cukierki jakie są np. w opakowaniu, dzieli je
kolorami i znowu przelicza, albo robi statystykę wszystkich przedmiotów, które
są w jakiejś ilości możliwej do policzenia? Odezwałam się, bo coś w tym stylu
przerabiałam z Kasią jak była w wieku Twojego synka, czytanie i pisanie
drukowanymi przyszło jakby mimochodem - ciesz się masz bardzo inteligentne
dziecko, rozwijaj jego pasję dawaj mu do zabawy rzeczy rozwijające, ale nie
ponad możliwości. Myśmy kupoawali różnego rodzaju puzle i karty do
przyporządkowania cyfry z obrazkiem, różne łamigłówki, rebusy itp. które
rozpracowywała w mig, ale z wielką pasją. Nawet zastanawialiśmy się nad
wcześniejszym posłaniem do szkoły, ale daliśmy jej spokój, oczywiście szła na
najwyższym poziomie ocen opisowych, a w domu szkoliła się z tabliczki mnożenia,
bo akurat to ją interesowało itd. Rozwijaj dziecko we własnym zakresie, bacznie
obserwój - dodam, że Kasia całą podstawówkę przeszła ze średnią w okolicach 5,0
i na półrocze i koniec roku i jako jedna z sześciorga dzieci dostała medal na
koniec szóstej klasy, zdobyła w kolejnych latach dwa wyróżnienia w konkursie
matematycznym Kangur, chodzi na kółko matematyczne i uwielbia matematykę.
Gratuluję Kubusia i nie martw się, ale też nie dawaj zbyt mocno odczuć, że jest
jakiś nadzwyczajny, bo dla niego to jest zabawa w cyferki i taką niech
pozostanie.
Grajka.

Mój syn brał udział ( jako III klasista) w konkursie KANGUR na etapie Maluch-to
etap dla uczniów klas III-IV. Opłata wejściowa 7 zł ( u nas w szkole).
Przygotowywaliśmy się ok 2 m-cy robiąc zadania ze specjalnego zbioru zadań (
taka żółta książeczka, na okładce kangur, cena ok 14 zł, dostępna w księgarniach
- ja kupiłam w zeszłym roku bez problemu). Dla trzecioklasisty jest dużo roboty
bowiem część zadań jest z zakresu IV kl. Poziom zadań - miom zdaniem -
absolwentka politechniki, wysoki, trzeba z dzieckiem pracować w domu. Aha, syn
od II klasy uczęszczał na kółko matematyczne - polecam. Syn zajął
miejsce-wyróżnienie w skali kraju. W tym roku też będzie startował w tym konkursie.
Jako uczestnik kółka mat. brał udział w konkursach szkolnych, a potem
międzyszkolnych, w konkursie tabliczki mnożenia ( ale to wszystko było w III
kl.). W tym roku szkolnym, w październiku, albo w listopadzie brał udział w
konkursie Oxford Edu - porównując były to łatwe zadania.
Kończąc, zachęcajcie swoje dzieci do uczestnictwa w konkursach, warto. Pomimo
trudów jakie wiążą się z pomocą w przygotowaniu dziecka do udziału w takim
konkursie. pozdr. E.

Jest wlasnie kangur i kangurek - ten ostatni dla najmlodszych dzieci z klas 2 i 1. Na tej stronie nie ma
zadan z kangurka www.mat.uni.torun.pl/kangur/index.php
Napisze do sekretariatu konkursu zeby zamiescili na stronie przykladowe zadania dla najmlodszych.

Liter pisanych dzieci uczą się z zerówce.Na podstawie obserwacji
tegorocznego
pierwszoklasisty.
1.Powtórki tego co w zerówce to był niecały miesiąc a i tak z nowymi
elementami nie sama powtórka.2.Piszą całe zdania np.ze słuchu lub
napisane na tablicy i starte przez panią.3.Muszą napisać kilka zdań
np.na temat przeczytanego przez panią opowaiadania lub co robia w
wolnym czasie.4.Z matematyki licza w zakresie 20 a grupa dzieci
chętnych brała nawet udział w konkursie matematycznym
Kangurek.5.Czytaja lektury...Można by jeszcze długo wymieniać.Mój
syn skończł taka samą zerówkę i chciałabym aby w pierwszej klasie
robił przynajmniej podobne rzeczy a nie od nowa poznawał literki,a
niestety wg nowej podstawy programowej na tego typu rzeczy można
liczyć dopiero w klasie drugiej.Ja wiem ,że nie wszystkie dzieci
rozwijają sie jednakowo i dla niektórych powtórka z zerówki będzie
jak najbardziej wskazana ale skoro można było zaplanować badanie
całego rocznika 2003 pod kątem dojrzałości szkolnej(z czego
zrezygnowano) to chyba można byłoby zaplanować takie badanie dla
rocznika 2002 pod katem dojrzałości do II klasy wg nowj podstawy
programowej.To co 90 % rodziców z rocznika 2002 ma wystepować o
indywidualny tok nauczania?To przecież absurd.A skoro tegoroczni
pierwszoklasiści przerabiaja w pierwszej klasię druga z nowej
podstawy ,to i nasze dzieci dadzą radę.

Konkursy w szkołach podstawowych
Jestem ciekawa jak jest u Was w szkole:
1. kto uznaje, że dziecko powinno wystartować w jakimś konkursie,
dajmy na to "kangurek" - dziecko? rodzic? szkoła?
2. kto przygotowuje dziecko do takiego konkursu: samo? rodzic?
szkoła?
3. a jeśli szkoła czy to jest w czasie jakichś specjalnych
dodatkowych zajęć?

Pytam tak z ciekawości jak to teraz jest, bo mam wrażenie, że szkoła
często się strasznie chwali osiągnięciami uczniów, ale w zakresie
przygotowania dziecka nie robi nic... ale może u Was jest inaczej?

U nas jak jest - jeszcze nie wiem. Ale widzę, że niektórzy rodzice naciskają na
nauczycieli, np. wypytują kto zajmuje przygotowaniem dzieci do konkursu.
Przypuszczalnie uważają, że muszą trzymać rękę na pulsie, żeby ich dziecko
zostało zauważone...

Szkoła, do której posłałam dzieci ma duże osiągnięcia w konkursach
matematycznych. Działają dwa kółka: mat i mat-fiz. Na razie obserwuję- przecież
minęło dopiero kilka dni. Jeśli dzieci będą chciały to zapiszę ich na te zajęcia
dodatkowe. Ale nic na siłę.

W poprzedniej szkole dzieci z kl.I-III w ogóle nie brały udziału w "Kangurku".

Nie sądzę, żeby gdziekolwiek rodzice decydowali o udziale dzieci w olimpiadach i
konkursach.

Sprawdź osiągnięcia uczniów w poprzednich latach i to, czy działa w szkole kółko
matematyczne.

Moje dzoieci już stare konie, ale ogólnie było tak : w Kangurku i
Kangurze startował, kto chciał, bo to konkurs płatny, aczkolwiek
nauczyciel sugerował czasem, które dziecko powinno wziąć udział. Do
tego konkursu nikt nie przygotowywał, za to rodzice zostali
poinformowani, że mogą nabyć książkę z testami w sprzedaży
wysyłkowej.
Co do innych konkursów - uczniowie byli wybierani przez nauczyciela,
który zazwyczaj przekazywał potrzebne materiały, czasem przepytywał,
ćwiczył z uczniem tylko do konkursów recytatorskich.
Indywidualne przygotowanie przez nauczyciela do konkursów
przedmiotowych zaczęło się dopiero w gimnazjum, ale wygląda to
różnie, od systematycznej pracy do zwalenia większości na ucznia.

Czy masz na myśli "Kangura matematycznego"? Zawsze był płatny i jest
tak we wszystkich szkołach. Takie są zasady konkursu. Poza tym wiem,
że są inne, niepłatne konkursy. Niektóre nich organizuje co roku
szkolna biblioteka. Jest bezpłatny dla dzieci. W bibliotece pracuje
moja koleżanka, dlatego wiem, skąd mają pieniądze na nagrody.
Pracownice zarabiają je na specjalnie w tym celu uruchomionym w
bibliotece stoisku z książkami. Plakaty ogłaszające konkurs robią z
prywatnych środków. Szkoła im w żaden sposób nie pomaga. Nie wiem jak
z innymi konkursami.

leon.mat.umk.pl:8888/kangur/zasady.php

Szkoła może, ale nie musi organizować wszystkich konkursów o których ma
informacje. Konkursy oczywiście mogą być bezpłatne lub płtne. Bezpłatne
są organizowane np. przez dzielnicę, kuratorium oświaty, biblioteki,
itd. Są również konkursy płatne. I do nich należy np. Kangur
matematyczny. Jest to konkurs międzynarodowy i pieniądze od uczestników
przeznaczane są na nagrody dla laureatów. Korzyści z wygrywania
konkursów (poza satysfakcją dziecka) to nagrody rzeczowe (w tych
bezpłatnych też) i możliwość wpisania takiego sukcesu na świadectwie. W
klasie szóstej ma to znaczenie przy staraniu się o dostanie się do
konkretnego gimnazjum. Sukcesy na płatnych konkursach więc też mają
znaczenie, Kangur matematyczny jest dość prestiżowym konkursem. Jest
denerwujące to, że trzeba zapłacić, ale trzeba samemu z dzieckiem
zdecydować, czy się chce brać udział.

zdzierstwo
Najpierw był kangur, raz w roku i to z nagrodami nie byle jakimi.
Potem jakoś nagrody dla zwycięzców zmniejszyły kaliber. Zaczęły
pojawiać się za to konkursy z innych przedmiotów, nawet kilka razy w
roku (dla zwycięzców... dyplomy, może jakaś ksiażka). Powiem
szczerze: dla mnie to zwykłe naciąganie. Dać do rozwiązania jakis
test to sama dziecku mogę i sprawdzić też, tym bardziej może to
zrobić jego nauczyciel na kółku. W tych konkursach nie ma nawet
szczypty odpowiedniej atmosfery, bo wszelkie testy przy swoich
nauczycielach, kolejnych etapów - brak. I co ciekawsze, nawet jak
pojawiają się bezpłatne konkursy kuratoryjne, to jakoś szkoły wolą
wybierać te płatne ...

ja uważam, ze zaplacenie 7 czy 8 zł za udział dziecka w konkursie
typu Kangurek nie jest niczym dziwnym, ani zdzierstwem, ani mnie nie
oburza, wręcz przeciwnie,
ja akurat się ucieszyłam że dziecko dało się namówić na udział...8zł
to kosztuje kanapka w centrum duzego maista...
natomaist nikt nikomu nie każe startować w żadnych konkursach!
a poza tym, tak z ciekawości - autorka postu pisze ze od września
zapłaciła 80zł, to ile i jakie te konkursy szkoła, a moze nie
szkoła, proponowala???? i dziecko tak w 10 czy 15 konkursach chce i
ma czas uczestniczyć???

Panie Dyrektorze tak trzymać
Któz to jest olipijczyak? Laureat konkursu szkolnego albo dzielnicowego? No z
cała pewnoscia nie. Czy Kangur to konkurs matematyczny czy głównie zabawa? Czy
olimpiada z historii równa sie tej z fizyki, informatyki, matematyki czy chemii?

Dzieci pozbawione samokrytycyzmu - Mierzcie siły na zamiary!.
Mój kolega po wyrzuceniu go z fizyki na UJ przeniósł sie na inna uczelnie
gdzie okazał sie być prymusem i odtąd zawsze powtarzał "Wolę być geniuszem
wsród debili niż debilem wsród genialnych"

uczyles sie rachunku prawdopodobienstwa?
czy zapomniano w szkole? A moze jestes cudownym dzieckiem szkol patronowanych
przez dziennikarzy Suddeutsche i konkursu Kangurek za 2 euro ktory polega
przewaznie na prostych operacjach matematycznych wykonywanych na czas? :))))))

No bo gdybys sie uczyl to wpadl bys na to ze prawdopodobienstwo iz w temacie
wiadomosci szmatlawca GW pisuje gorliwy i naprawde religijny czlowiek jest
znikome w stosunku do prawdopodobienstwa pojawienia sie tu przyjaciol Michnika i
Srod :))))). Juz chocby dlatego ze zasady religii nie pozwalaja na takie
marnotrastwo energii i glupote :))))))
Ja sie posmialam tylko bo mam przerwe obiadowa i dokucza mi zab, ale musze
przyznac ze nie komisje EU swiadcza o upadku edukacji polskiej tylko komentarze
niedouczonych pismaczyn, ktore musza szukac autorytetow...
O tak- tego wam brakuje i dlugo jeszcze bedzie :))))))

ale powtarzam ci, rownania z 1 niewiadoma sa. akurat pamietam, ze we wczesnych
latach 80, kiedy chodzilam do szkoly, mnozenie i dzielenie do 100 bylo na sto
procent w klasie 2, jak nie trzeciej.

a wez zadania do kangurka i zobacz czy cos takiego robiłas? bo ja jesem pewna,
ze ja nie. a moj syn robi. wejdz sobie na strone np poprawna polszczyzna i
zobacz, czy takie rzeczy robilas. gwarantuje ze nie. fakt, to sa konkursy dla
dzieci zdolnych, ale rozumiem, zeuwazasz, ze twoje dziecie do takich pretenduje.
to widzisz, porobi sobie w I klasie.

a tak NB, co wyszlo z tego nauczania w latach 70 i 80? nic, wspanialach
specjalistow nie mielismy. i dalej nie mamy

dalej jestesmy w fazei poszukiwania. i w podobnej fazie jest wiekszosc systemow
edukacyjnych na swiecie.

Tak źle i tak niedobrze

Przekonałaś mnie. Dzieci są różne i to nauczyciele wiedzą jak dzieci prowadzić.
Przejrzałam jeszcze raz podręczniki. Są ładne... kolorowe...

Nowa szkoła moich dzieci to najlepsza szkoła w okolicy - jak juz pisałam. Min.
dużo osiągnięć w konkursach i olimpiadach.

Poza tym, sądząc po tym, jak rodzice na ostatnim zebraniu dosłownie osaczyli
panią, która będzie wychowawczynią naszych dzieci: pytania o te konkursy
(Kangurek,..). Tak jakby już wiedzieli że ich dzieci wezmą w nich udział. I o
zajęcia dodatkowe.
Ja jestem przy nich jak owieczka Stałam z boku i tylko obserwowałam.
Biedna pani wychowawczyni będzie mieć chyba więcej problemów z tymi rodzicami
niż z dziećmi!!! Ale tak to jest jak się jest nauczycielem w szkole mającej
dobrą opinię..

Moja chrześnica wzięła udział w tym konkursie w ubiegłym roku jako
pierwszoklasistka i okazała się najlepsza w swojej w szkole w grupie
I-III kl.
Moja 6-cio letnia córka w tej chwili rozwiązuje większość
przykładowych zadań z kangurka oraz kangura dla III kl. (te wg. mnie
są łatwiejsze?).
Pozdrawiam rodziców dzieci uzdolnionych matematycznie.

zofiabrzozowska napisała:

> moje dziecko skonczylo Isza klase. W przeddzien zakonczenia roku
> szkolnego Pani rozdawala dzieciom dyplomy i puchary

- jakie dyplomy i puchary? Na ogól dzieci na koniec roku dostają świadectwa,
jakieś drobne upominki typu książka. Dyplomy mogą być za wyróżniające wyniki w
konkursach typu "Kangur". A puchary to już nie wiem, chyba za sportowe
osiągniecia? No i na pewno nikt nie układa żadnych rankingów. Może wywierasz
trochę zbyt dużą presję na swoje dziecko i stąd jego niska samoocena?

Chcesz wziąć udział w szkolnym konkursie? Płać!
Jestem dyrektorem szkoły. Lubelski Kurator Oświaty (poprzedni) już trzy lub
cztery lata temu zabraniał udziału uczniów w konkursach, za udział w których
musieliby płacić. Jedynym wyjątkiem był Międzynarodowy Konkurs Matematyczny-
Kangur (ale, niestety, w ubiegłym roku kilkoro nauczycieli, którzy zgłosili
dzieci do tego konkursu, miało kłopoty).

Polecam gorąco 97 na Spiskiej. Syn skończył w zeszłym roku, bardzo za nią
tęskni. Świetni nauczyciele, szczególnie klasy I - III. Fakt, że nastawiona
jest szczególnie na sport (judo), ale pozostałe przedmioty wcale nie są
zaniedbywane (syn jest teraz w gimnazjum Staszica, w klasie o profilu mat.-inf.
i radzi sobie doskonale, wcześniej zresztą wraz z kolegami z klasy osiągali
niezłe rezultaty w konkursach typu Kangur i Asik).
Szkoła organizuje "białe" (np. wyjazd zimą na 10 dni do Szklarskiej Poręby)
i "zielone szkoły", latem obozy sportowe i żeglarskie.
Nie sądzę, żebym miał jeszcze okazję kiedykolwiek spotkać się z takim
zaangażowaniem w wychowanie i przygotowanie dzieci do życia, jak ze strony pp.
Małgosi Warakomskiej i Ewy Ślósarczyk.
Spróbujcie, a nigdy nie pożałujecie!

Tak, mam zadania z zeszłego roku, z matamatyki, są do złudzenia
podobne do kangurka.

W naszej szkole zostały odwołane te konkursy, dyrektorka uzasadniła
tym, że firma jest zbyt komercyjna.
Że składka spora, a na 30 dzieci w zesżłym roku biorących udział
tylko jedna dziewczynka dostała nagrodę książkową.

Dlatego chciałabym się dowiedzieć, czy ta firma jest uczciwa?
Czy dzieciaki dostaja jakieś nagrody czy to czysty interes?

Jeśli chodzi o konkursy tego typu to trzeba się przede wszystkim zastanowić, po
co to? Co to dziecku da? O ile wyróżnienie czy nagroda w konkursie typu Kangur
oraz konkursach organizowanych przez kuratorium można wpisać na świadectwo i to
się liczy dalej w "karierze" dziecka, to konkursy organizowane przez firmy nie.
Moim zdaniem szkoda czasu dziecka i pieniędzy, lepiej dziecko przygotować do
liczących się konkursów.

zmienić szkołę?
Proszę napiszcie, co o tym myślicie:
Obok nas są dwie szkoły

MAŁA, kameralna. Wszystko jest małe poza ilością dzieci na przerwach Niższy
jest też poziom nauczania niż w DUŻEJ, dzieci rzadko startują w konkursach,
mało jest zajęć dodatkowych, świetlica jest mała i duszna. Plus: wszyscy się
znają.

DUŻA. Jest bardzo duża, wg mnie można się zgubić. Ale są 3 świetlice, dużo
zajęć dodatkowych do wyboru (moje dzieci mają spędzać w murach szkoły 9 godzin
więc to istotne). Uczniowie biorą udział w konkursach (min. matematyczny
"Kangurek"). Poziom nauczania jest dość wysoki.

2 lata temu zapisaliśmy starsze dziecko do tej małej szkoły, ze względu na
"rodzinną atmosferę" i to, że jest bliżej.

Jednak jest juz w II klasie i widzimy że nie jest dobrze: prawie nigdy nie ma
zadania domowego, nie lubi szkoły, jest totalnie zniechęcony.
Jest bardzo dobry z matematyki, ale też przestał ją lubić, ponieważ jako
najlepszy - nie musi się uczyć.

Teraz młodsze dziecko ma iść do I klasy i myślimy o tym, żeby zapisać go do
dużej a starszego przenieść.
Łamię się jednak: czy nie lepiej starszego zostawić w środowisku, które juz
zna? Z jego kolegami i panią.

Jak uważacie? Może macie podobne doświadczenia?

Wiesz co przesadzasz. Każde dziecko jest inne. Jedne potrzebuja
dopilnowania, inne uczą sie same z siebie. Nie mówię o odrabianiu za
dziecko, ale o posiedzeniu z nim, przerobieniu marteriału. Ja teraz
z synem siedzę i robimy zadania z matematyki do konkursu Kangurek.
musze mu wytłumaczyć, rozwiązać z nim, pokazać metode rozwiazania,
aby potem sam umiał robić zadania na podobnym schemacie.
Moze jakby więcej rodziców poświęciło czas na pomoc dzieciom i
dopilnowanie ich a nie na żywioł puszczenie, nie było by tylu
uczniów zostających na kolejne lata w tej samej klasie.
I to naprawde zależy od dziecka. Moi teściowie nie mieli zwyczaju
pomagać w lekcjach ani dopilnowywać dzieci. Mój mąż sam się uczył i
potrafił zdyscyplinować, skończył studia na 5. jego młodszy brat,
natomiast to zupełnie inna bajka. Gdyby nie mój mąż, to pewnie i
podstawówki by nie skończył. Technikum skończył ledwo co z poprawką
na maturze, bo już nie miał go kto dopilnowac.
Tak wiec są różne dzieci. jedne przejdą gładko, innym trzeba
przysłowiowego "bata" nad gową aby się czegoś nauczyły.
Jak się nie ma dzieci, to cieżko wypowiadać sie na tematy związane z
wychowaniem i pomocą dzieciom w lekcjach. Bo życie potrafi pięknie
weryfikować nasze plany i zasady. Myślę że Twoje też się zmienią jak
bęziesz miała dziecko, które same nie usiądzie do lekcji. No chyba
że zostawisz je aby samo sobie radziło. Zrobisz mu "szkołę życia".
Tyle że to ono na tym wyjdzie najgorzej. Można mu tylko współczuć.

Gość portalu: Kangur napisał(a):
> Nie. Wyraźnie jest napisane, że "wpisać liczby". W matematyce nie
ma miejsca na
> domysły.

I dokladnie, tak zinterpretowala to corka. Stąd jej oburzenie,
szczególnie, że uwielbia matematykę.
Trzymala się treści zadania.
A dla mnie sposob rozwiązania, jaki był oczekiwany przez
nauczycielkę jest także absurdem.
Moja corka myslała, że pani wycofa to z testów, ale nie zostanie
wycofane.
Jest bardzo ambitnym dzieckiem, uwielbiającym matematykę, stąd to
zadanie to dla niej cios.
Nawet sama zglosila się do konkursu Alfik, ale wycofała się,
twierdząc, że nie ma sensu.

Zabralismy syna po roku z piwoniego bo szkola okazala sie wielka porazka..oprocz
dobrych zajec plastyczno-artystycznych nic nie daje ta szkola, zaplecze szkoly
tragiczne - dzieciaki kisza sie w ciasnym budynku gdzie panuje ogolny chaos
organizacyjny. O nauce trudno cos powiedziec po 1 klasie ale z opinii rodzicow
dzieci klas 4-6 wiem ze poziom nauk scislych jest tragiczny
Przenieslismy syna do szkoly TAK i jestesmy b.zadowoleni, bierze udzial we
konkursach miedzyszkolnych typu alfik, kangurek i nam..rozkwita
naukowo-sportowo. Pamietajcie ze 90% zalezy od nauczyciela na jakiego sie trafi
ale te 10% to tez wazna sprawa (np swietlica, zajecia dodatkowe itp)
W szkolach prywatnych dzieciaki sa dobrane tak zeby pewnie nie sprawialy
problemow w nauce i tak tez jest pozniej..z nauka nie ma wiekszych problemow a
nauczyciel w mniejszych klasach jest w stanie dotrzec do dziecka i nie przerzuca
swoich frustracji zwiazanych z panstwowym nauczaniem. Dla mnie 3 zmianowe
nauczanie w szkole panstwowej to porazka (nasza rejonowa) dlatego m.in.
zdecydowalismy sie na szkole prywatna, gdzie dziecko nie nudzi sie po zajeciach
zintegrowanych i mam nadzieje ze w przyszlosci nie bede musiala ladowac
pieniedzy w korepetycje jak to maja niektorzy rodzice dzieci z przeladowanych
klas w szkolach panstowych.

a moje dziecko co roku takie nagrody dostaje
i nie jest:
dupowłazem
pupilkiem pani
wazeliną
rycerzem
cyklistą

Nie ma katarów od momentu odczulania.Jest alergikiem więc dostaje
szczepionkę,która wyleczyła go z katarów.Nie boli go brzuch,nie
choruje zaś badania robimy po lekcjach bo mam taką możliwość u
swojego lekarza.
Naprawdę z chęcią chodzi do szkoły,poza tym bardzo dobrze się uczy i
takie nagrody to fobia i parcie na nagrodę w stylu książa za 4,80 bo
na tyle stać szkołę ale jakaś forma wyróżnienia ucznia,który nie
opuszcza zajęć.Nie chodzi tu o premiowanie zdrowych dzieci ale
ogólne.
Przez sześć lat podstawówki mój syn tylko RAZ spóżnił się na zajęcia.
Aha nie mieszkam na wsi,nie stroję dzieci na spacery po w/w miejscu.
W życiu nie wpadłabym,że ktoś może zazdrościć takiej nagrody ))))))
Na koniec roku moje dziecko dziga po 6 książek:
za naukę
za frekwencję
za bibliotekę
za trójkę klasową i za samorząd szkolny(orgaznizował disco i kino)
za konkurs kangur(kangura?)
za konkursy ortograficzne
I co dalej jest WŁAZODUPEM???????

Bardzo Wam dziękuję za przemyślenia. Szczególnie Verdenę, ponieważ wiem że masz
doświadczenie belferskie:) i podobne problemy ze swoimi dziećmi. Ja jestem
nauczycielką, pracuję w tym zawodzie już trochę i dlatego ta cała sytuacja jest
porażką... pomagałam mu w lekcjach, w tych w których mogłam:)nie robiłam tego
systematycznie, przygotowywaliśmy się do sporawdzianów, przy czym staram się by
sam siedział nad książkami, moja rola polega raczej na przepytaniu i wskazaniu
metod uczenia się. Te oceny były dla mnie szokiem. Dlaczego? Po pierwsze z
wszystkich tych przedmiotów z których ma dopuszczający miał dostateczne na
półrocze. Z matematyki brał udział w Kangurku i dostał 56 punktów na 80, ja
wiem że konkursy to nie wszystko, ale z angielskiego pani notabene wychowawca
klasy twierdziła że sobie świetnie radzi...jeśli chodzi o odskocznię to mam
swoją ukochaną piłkę nożną, chodzi do klubu na treningi, teraz w wakacje jedzie
na obóz piłkarski... tak jak już pisałam wybieram się do psycholog na początku
lipca. Ona dobrze go zna bo mój synek leżał dwa tygodnie w szpitalu przez swój
nadwrażliwy żoładek. Cieplutko pozdrawiam.

Słuchaj, a moze to porażka nie Twoja, nie dziecka, tylko szkoły?
Wczoraj opowiadała mi znajoma - jej dziecko ma 3 z matematyki, też sukcesy w
konkursach. Stopnie nastepujace - klasówka 6, odpowiedzi ustne 6,6, Kangurek-6,
brak cyrkla 1, brak zeszytu 1,1 - średnia 3.
Chłopcy w tym wieku nie pamiętaja o połowie rzeczy - i to jest norma, ktorej
szkola po prostu nie uwzględnia.
Skoro umie, a ma złe stopnie, to to jest w ogóle nieistotne. Co pomoze
psycholog? No chyba, ze dla nauczyciela, ktory stawia dopuszczajcy uczniowi,
ktory tak dobrze poradził sobie w konkursie - bo co on ocenia? Na 100% nie
wiedzę.

A ja bym się z szanowną przedmówczynią nie zgodził. Matematyka na
całkiem niezłym poziomie - sporo laureatów z konkursów zarówno
kuratoryjnych, jak i ogólnopolskich (Alfik, Kangur, Meridian).
Wystarczy wejść na stronę internetową szkoły. A co do korepetycji -
no cóż na słabą głowę i najlepsza szkoła nie poradzi. Moje dziecko
ukończyło podstawówkę z wynikiem 39 punktów (na 40 możliwych).
Zresztą odsyłam na stronę internetową www.scholaris.pl lub
wynikiegzaminow.pl/. Tam można znależć pełne wyniki zarówno
szkół podstawowych jak i gimnazjów z całej Polski. Szkoła Varsovia
od 2002 r. plasuje się w przedziale najwyższym.
Zgadzam się jednak, że czesne wysokie - 1250 zł.

Od ok. 10 lat w mojej szkole uczniowie chętnie biorą udział w
konkursach organizowanych przez firmę edukacyjną "Łowcy Talentów-
Jersz" (Alfik humanistyczny,matematyczny,a ostatnio również
językowy)oraz w konkursie matematycznym "Kangur".Uczestniczą w
nich z własnej , nieprzymuszonej woli.Są to konkursy dla nich
atrakcyjne,zajęcie dobrego miejsca w województwie czy w kraju
przynosi im dużą satysfakcję.Dla najlepszych uczestników
konkursów organizowanych przez firmę "Jersz" nagrodą jest wyjazd
na obóz letni "Konie i matematyka" w Bobowicku k. Międzyrzecza.
Dzieci mogą tam wypocząć , ale jednocześnie uczyć się , będąc
pod fachową opieką.A konkurs "Kangur"? W całej Europie w jednym
dniu , o tej samej porze miliony uczniów łączyło się
uniwersalnym językiem matematyki.Żałuję bardzo ,że teraz moi
uczniowie nie będą mogli podjąć wyzwania i zmierzyć się z
rówieśnikami z większości państw europejskich.Szkoda mi uczniów
tych mniej zdolnych,którzy nigdy nie wezmą udziału w konkursach
przedmiotowych(przeznaczonych dla najlepszych),a szansą dla nich
był udział w wyżej wymienionych konkursach.Nadmieniam również,
że w konkursach tych uczestniczyli uczniowie od 3 klasy szkoły
podstawowej.Czy pani minister w zamian zaoferuje jakieś inne
konkursy, w których ci uczniowie mogą wziąć udział?Uczniowie są
bardzo zaniepokojeni decyzją pani minister.Chcąc uczestniczyć
dalej w konkursach , gotowi są przynosić oświadczenia rodziców
dotyczące zgody na udział w płatnym konkursie.W całej Europie
uczniowie płacą za "Kangura".Tylko w Czechach konkurs
finansowany jest przez ministerstwo.Więc proponuję wziąć
przykład z Czech,lub...zmienić regulamin w całej Europie!
Przypominam,że wchodzimy do Europy!!!

Rzeczywiście nie masz powodów aby mi nie wierzyć )),a ta szkoła o której
piszę mieści się w Józefowie pod Warszawą. Przeprowadziliśmy się nieco ponad
rok temu tutaj z Warszawy właśnie. To przypadek zdecydował, że moje dzieci
trafiły do fajnej szkoły... A szkoły prywatne?? jest tu taka jedna... kiedyś
bardzo renomowana i polecana: jak ktoś czyta dziecko, to tam są felietony Magdy
Szczypiorskiej-Mutor - jej córka chodziła do tej szkoły prywatnej właśnie. Z
wielkiego "halo" zrobiło się bardzo szybko wielkie "zero". Dość powiedzieć, że
chodzą tam teraz głównie rozwydrzone dzieci nowobogackich rodziców, którzy nie
mają ochoty ani chęci sami wychowywać swoje dzieci i wolą je zostawić w
przechowalni na 10 godzin. I żeby było jasne mnie też stać na prywatną
szkołę i nie chcę generalizować, bo nic nie mam przeciwko szkołom prywatnym. Są
i dobre i złe: podobnie zresztą jak szkoły publiczne. W Wawie moje dziecko
chodziło do szkoły nr 246 - na Grochowie. I tam rzeczywiście była "nędza z
bidą" - zresztą dzisiaj w "wyborczej" jest wkładka o szkołach w Wawie. Oni
oferują 2!!! kółka zainteresowań. Szczerze mówiąc kiedy mój syn tam chodził (I,
II, III klasa) jakoś nie zauważałam że jest tak ubogo, bo jeździliśmy z nim na
różne zajęcia sami. Teraz jednak mam do czego porównać. I podkreślam jeszcze
raz: to nie moja zasługa, że moje dzieci chodzą do takiej szkoły. Przypadek, a
że szczęśliwy, tym fajniej. Ale żeby nie było tak zupełnie za fajnie, to
powiem, że mimo że warszawska biedna, to jednak poziom nieco wyższy!!! Z
drugiej strony tu się nauczycielom bardziej chce. Przykład: co roku syn bierze
udział w konkursie matematycznym - kangur. W Warszawie konkurs odbywał się w
klasach, po prostu wybrane dzieci siedziały i rozwiązywały zadania. W tym roku
przeżyliśmy szok. Stroje galowe, sala gimnastyczna, komisja, kanapeczki,
soczki. Prawdziwe przeżycie dla synka... pozytywne dodam.
Pozdrawiam serdecznie ze wsi )))))

Uważam, że przesadziłas w złośliwościach - jeśli jesteś taka sama w stosunku do
uczniów i rodziców, to biada oj biada. Mój syn jest uczniem 5 i 6, ale TYLKO
DLATEGO, że jest uczony w domu. Przez rodziców-nieuków, którzy rano leczą
ludzi, zaś po południami, jeśli nie mają akurat 2 pracy, przemieniają się w
nauczycieli. Bo szkoła nie uczy. Nauczycieli interesuje tylko jedno-ODWALIĆ
ROBOTĘ I WYJŚĆ ZE SZKOŁY. No i może jeszcze nie mieć problemów.
W 6 klasie pani od polskiego przerobiła 4 lektury ( cztery). Na moje pytanie co
mógłby syn poczytać odpowiedziała, że w księgarniach jest dużo książek. Ano
jest. U mnie w domu również i nawet się je czyta, jeno ja, anestezjolog,
bardziej znam się na technice znieczulania niż niż młodziezowej literaturze.
Pani od matematyki dostosowuje poziom do najsłabszych uczniów. Konkursy typu
Kangur nie leżą w zakresie jej zainteresowań. Nie podaje materiałów, z których
dziecko mogłoby sie przygotować ani tym bardziej nie kala się jakimkolwiek
ukierunkowaniem. Co robia zatem , bezmyślni Twoim zdaniem ,rodzice ? Ano sami
bawią się w matematyków. Tu zbiorek zadań, tam "dydaktyk" i już z
mamuśki/tatuśka robi sie belfer.
O przyrodzie, historii i języku angielskim nie wspomnę. Przez delikatność.
Nauczyciele nie znosza uczyć, kochają natomiast sukcesy swoich uczniów, do
których nie przyłożą nawet ręki. Myślałam, że pęknę ze śmiechu, gdy pani
nauczająca historii odbierała wraz z moim synem dyplomy - on za zajęcie I
miejsca w prestiżowym konkursie, ona za przygotowanie i opiekę merytoryczną.
A prawda jest taka, że dyplom nalezy się mojemu mężowi, który w wolnym czasie
między kierowaniem sporym oddziałem zabiegowym a snem, zgłębiał tajniki
historii.
Ma to jednak i swoje dobre strony, mąż mój stał sie miłośnikiem historii
i "pochłania" książki. Szczególnie interesuje go II Wojna Światowa.
Myślałby kto, że źle trafiliśmy, że szkoła mojego syna należy do podłych. Nic
podobnego, z racji wykonywanego zawodu mamy kontakty z ogromna ilościa ludzi z
różnych środowisk, w tym także nauczycieli.
Od 3 lat, gdy tylko na jakimkolwiek gruncie- prywatnym czy zawodowym- spotkamy
rodziców dzieci w wieku szkolnym, pytamy o szkoły. Odpowiedzi chwalące szkoły i
nauczycieli możnaby policzyć na palcach u , tu oddaję sprawiedliwość obu rąk.
Nie twierdzę, że wszyscy nauczyciele są źli i leniwi, ja szacuje, że dobrze
pracujących jest 5-10%.

Matko ucznia, Ciebie zbulwersował mój list, mnie Twój. No to spróbuj wyobrazić
sobie: klasa liczy 30 uczniów - w tym jest Twój syn - orzeł, i jeszcze 1-2
takich samych. Kilkoro dobrych, duża grupa średniaków intelektualnych i jeszcze
4-6 lub więcej z koniecznościa tzw. dostosowania wymagań do ich mozliwości. I z
tymi wszystkimi dziecmi jednocześnie trzeba pracować w czasie statystycznych 45
minut. Zrobić temat zgodnie z programem dostosowując omawianie do tych kilku
grup dzieci. Jestes lekarzem, więc pewno wiesz - kazde z dzieci
z "dostosowaniem" wymaga innego traktowania, indywidualnego podejscia i
indywidualnej metody pracy. Bo w klasie, Drodzy Rodzice, oprocz Waszego dziecka
sa jeszcze dzieci wszystkich pozostałych rodziców.Mówisz, że Twój syn ma 5 i 6
dzieki Wam. I bardzo dobrze, że sie tym interesujecie, bo nauczyciel nie ma
mozliwości!Wierz mi.Gna do domu, prawisz? Nie na drugi etat, jak Ty. W domu w
ramach tego samego etatu poprawia jeszcze zeszyty - oczywiscie, że jeden mniej,
inny wiecej.
W sprawie lektury: przerobiła 4 i wystarczy. Inne teksty ma w podręczniku do
polskiego i z nich właśnie korzysta. Nie zdajesz sobie na pewno sprawy z tego,
jakim problemem jest przeczytanie lektury przez 30 uczniów w tym samym czasie w
sytuacji, gdy zastawy lektur sie zmieniły, a szkoła nie dostaje pieniędzy na
nowe komplety lektur? Jak przerabiac pozycję z 10-12 uczniów, którym rodzice
kupili książkę? Wiesz, jakie sa drogie.
Kangur: nauczyciele nie dostają od dawna za kółka. Aby przygotowac do konkursu,
musi siedzieć dodatkowo z dzieckiem. Jestem ciekawa,jak często Ty siedzisz przy
operacjach bezplatnie. I masz rację - za pracę należy sie płaca. Tylko dlaczego
nie nauczycielom?
I jeszcze jedno - nauczyciele i lekarze jadą na tym samym wózku: znasz opinie
ludzi o lekarzach?Ja też, z racji wykonywanego zawodu, spotykam sie z dużą
ilością ludzi. O zdrowiu mówią dużo częściej, niż o szkole.Ale ja nie
odważyłabym sie obliczać, ile % jest dobrze pracujących lekarzy. Tylko dlatego,
że znam problem. Więc nie wypowiadaj się w taki sposób o nauczycielach, bo ktoś
wypowiada sie tak o Tobie...

Jestem przeciwniczka pieniactwa - jakiegokolwiek i gdziekolwiek ( szkoła nie
jest tu wyjątkiem), jestem przeciwniczką wykłócania się o stopnie dzieci- nigdy
tego nie robiłam, aczkolwiek szkołę podstawowa mój syn skończył w poczuciu
krzywdy z powodu zaniżonych ocen, jestem także przeciwna "temperowaniu" ludzi
dorosłych - nie tylko rodziców .
Jeśli prawdą jest, że istnieją ludzie robiący "afery" z powodu 5 a nie 6, to
rzeczywiście krzywdzą swoje dzieci i siebie ośmieszają. Jest także inna prawda-
rodzic w kontaktach ze szkoła staje z góry na pozycji przegranej - nauczyciel
zawsze i w każdej sytuacji ma rację- świadczaą o tym także słowa o teperowaniu
rodziców, którzy w procesie dydaktyczno-wychowawczym maja być partnerami, a nie
gówniarzami, którym nauczyciel wskazuje miejsce w szeregu. Dotyczy to
wszystkich typów i rodzajów szkół- także prywatnych i społecznych, które wcale
nie muszą mieć wyselekcjonowanej kadry nauczycielskiej.
Mam doświadczenie ze szkołą, która ukończył mój syn. 3 nauczycielki: jęz
niemieckiego, przyrody i matematyki - przedmiotów, z których syn był naprawdę
najlepszy postanowiły go usadzić. Kwestionowały samodzielność prac, choc nie
potrafiły tego udowodnić, oceniały surowiej niz innych, czepiały się
nieistotnych drobiazgów. Gdzie się dało obniżały mu stopnie - matematyczka ,
mimo , że syn był laureatem konkursu Kangur i z klasówek miał 5 lub 6 na koniec
6 klasy postawiła mu 5, bo....niestarannie prowadził zeszyt - brak podkreśleń
tematu, dat, nr lekcji itp.
Na wywiadówce - bardziej słuchając niz mówiąc, doszłam do wniosku, ze dyskusja
z w.w nauczycielkami jest pozbawiona sensu, nie będę zniżała się do poziomu
prymitywnej i sfrustrowanej kobiety. Synowi wytłumaczyłam, że uczy się dla
siebie a nie dla stopia i , czas pokaże kto ma rację.
Test po 6 klasie syn zdał na maxa ( oceniany zewnętrznie), bez problemu zdał
także konkursowy egzamin do 2 prestiżowych warszawskich gimnazjów- sam wybrał
lepsze, trafił na ciut mądrzejszych nauczycieli.
I tyle.
Uważam, że zabieranie dziecka ze szkoły do szkoły nie ma sensu. Większość szkół
jest zła, do zawodu nauczyciela- trudnego, źle opłacanego, trafiają przypadkowe
osoby, często sfrustrowane niepowodzeniami w pracy lżejszej i lepiej płatnej. W
szkole próbują dodać sobie pewności, pokazać kto tu rządzi i wyżywać się na
uczniach, na rodzicach, na kimkolwiek kto jest od nich zalezny.
Zdarzają się wyjatki, ale zwykle bywaja zakrzyczane w pokoju nauczycielskim
przez głosne i agresywne belferskie gawrony.

kangurek
czy któreś z Waszych dzieci brało udział w tym konkursie? Dominika zgłosiła
pani wychowawczyni i chciałabym może znaleźć jakieś przykładowe testy z tego
konkursu w internecie, są takowe? ja nie umiem znaleźć...:( pomóżcie:)

dzieki
a matematyka?
Bo ten konkurs kangur to taka sciema. Moje dziecko sie tu nie zglasza - bo jak
samo twierdzi jest tylko na szybkosc a wiec pamiec ale nie na myslenie.
Czy maja dobry poziom przedmiotow scislych?

Renomowene LO vs LO o zlej reputacji
Historia miala miejsce juz ponad 10 lat temu ale... Chcialem sie dostac do
renomowanego Liceum w gdansku, oj bardzo jedno z najlepszych a kto tam sie nie
uczyl czolowe oplskie gwiazdy polityki. Wyszlo tak ze polalem egzamin z
polskiego (co niestety wynikalo raczej z braku miejsc dla kandydatow niz z
mojej nie wiedzy) ale nie wdajac sie w szczegoly poszedlem do liceum o renomie
conajmniej zlej. Szkola dno chuliganstwo nauczyciele do niczego.... Co sie
okazalo, w szkole byly 2 klasy A i B przeznaczone powiedzmy na dzieciaki z
perspektywani reszta klas w tym zenska byly dla tych co to uczyc sie nie chca
ale matura im sie przyda. Jako jeden z 'wybrancow' trafilem do klasy A. Po
skonzonej szkole zdecydowana wiekszosc z kolego dostala sie na studia i to na
upatrzone kierunki na PG i UNI w gdansku, w tym Ja. Oczywiscie w naszej klasie
byli sami olimpijczycy czyli 0 konkursow, 0 zawodow - 0 przeprasza raz byl
chyba Kangur z matematyki tak zwane dno. Natomiast znajomi z Liceum do ktorego
chcialem isc to renomowane gdzie co drugie dziecko to laureat jakiegos
konkursu, niestety wiekszosc znajomych nie skonczyla studiow, po mimo ze sie
podostawali.

czas na konkluzje renomowane Licea czesto oferuja przerost formy nad trescia,
sa tak elitarne ze pomimo reform edukacji dalej realizuja program nauczania z
PRL, zastraszanie, karanie i wymaganie wysokich wynikow ucznia z biologii,
geografii, polskiego i matematyki i wszystkiego czego sie uczy to lekka
przesada. Marka liceum to niestety nie w PL patrzcie nie na opinie ale na
jakosc, budynek czysty zadbany mili nauczyciele, itp napewno zaoferuje wiecej
dla dziecka niz SuperDuper Liceum w ktorym jedyne co czuc to starosc parkietow.

a ja wam napisze z mojego doswiadczenia.

moj syn wlasnie ukonczyl I klase. idac do I klasy czytal bigle, sam ksiazki,
calkiem pokazne (np narnie), liczyl biegle, mial wielka wiedze. bilam sie z
myslami, bo nawet psycholog po testach poradzila przeniesienie go do II klasy.
aha, nie pisal, znaczy drukowanymi tak, ale tyle. skutecznie zniechecalam go do
nauki pisania, zeby mial co robic w tej I klasie.

ale syn niechcial, powiedzila, ze on chce zaczac szkole od I klasy. i tak sie stalo.

w szkole sie nie nudzil, moze kolorujac, bo to jakies przeklenstwo
mial nowych kolegow, pani przynosila dla niego i kilku jeszcze dzieciakow
dodatkowe cwiczenia. NB, tych dzieciakow nie bylo wiele. choc mieszkam w wielkim
miescie, choc szkola baardzo dobra, choc dzieciaki w klasie wyselekcjonowane w
pewnym sensie, z dobrych dbajacych rodzin (klasa sportowa). wiec gadanie o tym,
ze wiekszosc dzieci posiada takie umiejetnosci to bzdety.

uczyl sie pisac, cwiczyl lape, zawieral znajopmosci z dzieciakami bez stresu, ze
ze go np za glaba uznaja, bo on czegos nie pojmuje. przygotowywal sie i odnosil
sukcesy w konkursach (np polonistycznym, kangurku, ortograficznym). rozwijał sie
sportowo na licznych wf i zawodach.

nie mial duzo pracy w domu, czesto zadanie odrabial pod koniec lekcji, jak inni
jeszcze nad czyms pracowali. w szkole mial duzo zajec dodatkowych w ramach
swietlicy (taniec kolko plasyczne komputerowe szachy) i mogl w nich uczestniczyc
bez specjalnego zmeczenia (znaczy chcial).

po szkole mial wiele czasu, np na czytanie czy zajcia dodatkowe (treningi i
nauke dadatkowego jezyka).

reasumujac: pierwszy rok nauki BYŁ rozwijajacy, ale niespecjalnie
stresujacy. syn uwielbia szkole, nie jest dla niego zrodlem stresu.

tak wiec nie biadajcie, ze dzieci malo robia, wiele zalezy od checi i inwencji
nauczyciela, i od "oferty" szkoly- nasza miala co zaoferowac, zebu dzieci sie
rozwijaly, umiala zmotywowac do pracy. ale szkole wybieralismy uwaznie i wlasnie
pod tym wzgledem.

inna sprawa to checi rodzicow- nakladem naprawde niewielkiej ilosci pracy i
czasu poswieconemu dziecku mozna dostarczyc dziecku jakies wyzwanie. u nas np to
zadania logiczne (mam niewielkiego bzika na ich punkcie)-znaczy ksiazeczki gry
planszowe i komputerowe z tym zwiazane.

zycze rozsadku przed I klasa, baaardzo sie przyda

kangur to konkurs matematyczny, sa 2 najwieksze konkursy kangur to chyba ten
latwiejszy,
dziecko samo podchodzi do nauczyciela i prosi o wpisanie na liste
sa w nim rozne zadania matematyczne, jak sie jest dobrym z matmy to trzeba isc

Przykład pierwszy z brzegu - moje dziecko jest, jak sie okazało , uzdolnione
matematycznie. Na pierwszy semestr IV klasy trója bo...... rozwiązywało zadania
innym ( prostrzym) niż pokazała to Pani Nauczycielka sposobem! Potem dyplon w
konkursie Kangur- jako jedyny z klasy. Na koniec roku IV klasy - ocena dobra,
bo Pani Nauczycielka za dyplomy w Kangurze podnosi ocene o jeden stopień.
Próbujemy oboje z mężem z nia rozmawiać - cicho, nieagresywnie, z pozycji
petenta. Chodzi nam nie o ocenę, a o wskazanie na czym polegają braki syna.
Rozmowa kończy sie krzykiem - "Nie zawracajcie mi głowy, nie mam czasu ".
Poproszona o wyznaczenie dogodnego dla siebie terminu ucieka!
Klasa V - pytam o kółko matematyczne. Pani vice dyrektor patrzy na mnie jak na
przybysza z Wenus ( nawet nie z Marsa), matematyczka mówi złośliwie - niech sie
nauczy tego co jest na lekcji-. Słuchamy jej rady - syn rozwiązuje zadania
metodą Pani Nauczycielki, a jednocześnie znajdujemy matematyczkę na
popołudniowe lekcje. Po 2 godzinach ta pani ucząca prywatnie stwierdza u
mojego dziecka uzdolnienia matematyczne. W V klasie syn zostaje ponownie
laureatem Kangura , i ...ma 5 z matematyki. Nauczycielka szkolna nie robi NIC
aby zachęcić go do pracy, podtrzymać zainteresowania - przeciwnie próbuje
ośmieszyc w oczach kolegów mówiac do niego "Te Noblista obciągnij sweter"!
Klasa VI i ostatnia w tej szkole. Pani od matematyki wykazuje zerowe
zainteresowanie Kangurem ( o Alfiku czy innych konkursach nie wspomnę).
Najważniejsz na lekcji jest cisza, podkreślony na zielono temat, data na
marginesie oraz numer lekcji. Ocena z zeszytu jest najważniejsza ze wszystkich
i , prawie, decyduje, o tej na świadectwie!

Bywają i tacy nauczyciele........
Pochodzę z rodziny nauczycielskiej, no może nie bezpośrednio, bo moi rodzice
mają inne zawody, ale tak się złożyło, że obie babcie, jeszcze przed wojną
były nauczycielkami. Zatem od dziecka wkładano mi do głowy szacunek dla
nauczycielskiego stanu oraz przekonanie, że belfrzy to ludzie życzliwi,
pomocni lubiący uczniów.
I rzeczywiście- moje doświadczenia szkolne były całkiem nie złe. Zdarzali się
co prawda nauczyciele leniwi czy olewający to co robią, ale zgrubsza się
zgadzało. Nawet przez chwilę chciałam iść na studia pedagogiczne- jednak
poszłam inną życiową drogą. Wciąż jednak głęboko we mnie pokutowało
przekonanie, że nauczyciel to człowiek życzliwy...itp.
Kilka lat temu( gdy właśnie pojawiły się na horyzoncie pierwsze niepubliczne
szkoły), a moje dziecko osiągnęło wiek szkolny wpajając mu do głowy, że
nauczyciel=przyjaciel przekroczyliśmy prób niepublicznej podstawówki.
Zależało nam ( opinia moja i mężą), żeby szkoła była przyjazna , klasy małe a
poziom nauczania wysoki. Jednak już po tygodniu zapaliło się, najpierw żółte
ostrzegawcze światełko< coś tu nie tak!
Moje dziecko do szkoły chodziło niechętnie, mówiło niewiele i pojawiły się
pierwsze , delikatne symptomy nerwcy szkolnej. Udałam się do wychowawczyni-
chciałam poznać jej zdanie, poprosic o pomoc. Byłam nastawiona na współpracę.
Przywitała mnie( choć nie wiem czy to najlepsze określenie) krzykliwa mała
istota dobiegająca do czterdziestki. Nie chciała słuchać tylko mówiła, zaś im
dłużej mówiła tym bardziej usiłowała mnie przekonać, że moje dziecko nadaje
się do szkoły specjalnej ( źle rysuje, źle trzyma ołówek, używa ciemnych
barw, i wogóle jest .......jedynakiem!). Z różnymi perturbacjami ( kosztem
dziecka, niestety) dobrnęliśmy do końca pierwszej klasy. UZbrojona w papier
od wspólpracującego ze szkołą psychologa, że dziecko jest na pograniczu
upośledzenia umysłowego postanowiłam poszukać pomocy.
Trafiłam do poradni psychologiczno-pedagogicznej, gdzie po przebadaniu dzecka
2 psychologów dopytywało sie, czy opinia dotyczy oby tego własnie ucznia.
Zmieniłam szkołę. Pół roku trwało nim syn otworzył sie i uwierzył
wychowawczyni, a gdy to nastąpiło pojawiły się sukcesy.
Minęły lata, syn jest w jednym z najlepszych warszawskich liceów, ma 2
certyfikaty językowe, jest laureatem konkursu matematycznego Kangur, jest
otwarty i znów wierz ludziom, może nawet za bardzo.
Dlaczego to opisuję? Jest początek roku szkolnego, wiele mam ( i tatusiów)
podchodzi do szkoły i nauczycieli z ufnością i przekonaniem, że powierzają
swoje dzieci w dobre, pfofesjonalne i zyczliwe ręce.
Mam nadzieję, że tak jest w wielu szkołach i nauczyciele są tacy, o jakich
opowiadała mi przed laty moja babcia. Jednak są i tacy, którzy stali się
negatywnymi bohaterami pierwszych szkolnych doświadczeń mojego syna.
Uważajcie na nich Drodzy Rodzice, bo potrafią wyrządzić bardzo wiele
zła........
Pozdrawiam uczniów, rodziców i 9 dobrych) nauczycieli. Hanna O.

Myślę, że ona ma trochę racji. (Trochę.)
Chodzi mi o konkursy.
Proszę przeczytać wyciąg z regulaminu konkursu jednej z firm
prywatnych:

>>>

Uczeń deklarujący udział w konkursie wpłaca wpisowe w wysokości 6,50 zł Szkolny
organizator konkursu wpłaca z zebranych pieniędzy na konto ...:
5,50 zł od uczestnika, gdy szkoła zgłosi łącznie od 10 do 79 uczestników,
5,30 zł od uczestnika, gdy szkoła zgłosi łącznie od 80 do 159 uczestników,
5,00 zł od uczestnika, gdy szkoła zgłosi łącznie powyżej 160 uczestników.
...
Pozostałe pieniądze (1 zł, 1,20 zł, 1,50 zł od uczestnika) należą do
nauczycieli, jako rekompensata za trudy organizacyjne.
...
Nagrody dla zwycięzców i uczestników każdej serii konkursu (tzn. j. polski kl.
IV, j. polski kl. V, matematyka kl. IV, itd.) zostaną rozdane na następujących
zasadach:
Miejsce 1: Grawerowany dyplom laureata, nagroda pieniężna w wysokości 200 zł
oraz nagroda książkowa;
Miejsca od 2 do 5: Dyplomy laureatów oraz nagrody książkowe;
Miejsca od 6 do 10: Dyplomy laureatów oraz drobne upominki;
Miejsca od 11 do 15: Dyplomy wyróżnienia oraz drobne upominki;
Miejsca od 16 do 40: Dyplomy wyróżnienia.
Dodatkowo organizator przewiduje nagrodę książkową (encyklopedia, słownik,
itp.) dla każdej szkoły, z której w konkursach łącznie weźmie udział więcej niż
180 uczniów.

>>>

Nie sądzę, by były to uczciwe zasady. "Zachęty" dla nauczycieli
też budzą wątpliwości (także fiskalne!). Nie twierdzę, że nie ma powodu by
wynagradzeć dodatkową pracę nauczycieli. Natomiast wydaje mi się
niedobre tak bezpośrednie "wynagradzanie" przez uczniów.

Dlatego sądzę, że przyszła pora, by te kwestie uregulować
i ucywilizować, tylko pytanie jak. Całkowity zakaz jest chyba wylewaniem
dziecka z kąpielą. Myśle, że powinien tu być nadzór kuratorski
lub ministerialny (dla konkursów ogólnopolskich) i czytelne zasady
dopuszczania na teren szkoły. Myślę, że w przypadku pobierania opłat od
uczniów powinny obowiązywać pewne sztywne zasady:

- Organizator powinien się wykazać posiadaniem gwarancji dotacji i środków
od sponsorów na pokrycie swoich kosztów stałych i wszystkich kosztów
osobowych (o taka dotację z budżetu może wystąpić od dawna obowiązującym
trybem).
- Procentowy rozdział wpływów od uczestników na część przeznaczoną na nagrody i
na ruchome koszty techniczne powinien być ustalony z góry (ustalony minimalny
procent na nagrody).
- Nagrody finansowane z wpłat uczestników powinny mieć charakter drobnych
upominków, charakter głównie prestiżowy. Ewentualne nagrody główne
dla najlepszych w skali kraju czy województwa nie powinny być finansowane
z tej puli. Powinny być finansowane jedynie przez sponsorów lub z funduszy
publicznych przeznaczonych na promocję talentów.
- Wartość nagród finansowanych przez uczestników i ze środków publicznych
musi być udokumentowana dowodami wypłaty lub fakturami wystawionymi
przez podmioty zewnętrzne w stosunku do organizatora; wartość zgodna
z cenami rynkowymi (kurator powinien mieć w tej materii uprawnienia
nadzorcze). (Tu dygresja: przypomina mi się pewien Kangur, gdy w lokalna
organizatorka jako nagrody ustaliła wakacyjne warsztaty przez siebie
organizowane nieformalnie i równie nieformalnie wycenione.)
- Skorzystanie z nagród nie może być uzależnione od dodatkowo
poniesionych kosztów przez rodziców, a nagrody w formie wycieczek
powinny spełniać stadardy kompletności i bezpieczeństwa. (Tu dygresja
osobista: kilkakrotnie dowoziłem synów na wygrane obozy, które były w takich
miejscach, że koszt dowozu i odebrania dziecka dochodził do połowy
wartości nagrody. I druga: syn, w ramach nagrody głównej Kangura
pojechał na wycieczkę, przed którą organizatorzy nawet nie uprzedzili,
że w programie będzie tylko "ptit deżone" i dalej głodówka do późnego
wieczora; syn ani nie miał dość kieszonkowego na na uczciwy posiłek
w dzień, ani czas i miejsce takiego posiłku nie były przewidziane
w programach każdego dnia wycieczki.)
- Kuratorium (właściwe dla terenu lub wskazane przez mnistra) powinno
sprawować nadzór nad przestrzeganiem regulaminu i być organem odwoławczym
w sprawach sporów merytorycznych (niejasność zadań konkursowych)
i finansowych (rozdział i wartość nagród).
- Kuratorium powinno przeznaczać pewne środki na finansowanie udziału
uczniów mających prawo do pomocy społecznej lub uzyskać zwolnienie tych
uczniów z opłat przez organizatora.

O ile wiem np. Kangur spełnia dwa pierwsze warunki. Nie widzę przeskód by
spełniał też pozostałe.

Wprowadzenie powyższych ograniczeń nie oznaczałoby zakazu organizowania
konkursów komercyjnych. Ale ich miejsce nie byłoby w szkole (chyba, że
organizator wynajmie jej pomieszczenia i pracowników na zasadach ogólnych.)

Pozdrawiam,

marek@pawlowscy.w.pl

kaczka.kwaczka napisała:

> W zasadzie się zgadzam,
> w poście obok odpowiedziałam w podobnym sensie tyle, że "przez przykład".
> Z jednym się jednak nie zgodzę:
>
> > od 3 klasy sa juz
> > konkursy matematyczne np Kangur-niech probuje
> W zasadzie jestem przeciw konkursom.
> 1. To łechta ambicje rodziców, a to niedobrze.

eee, niekoniecznie to zalezy jak sie do tego podejdzie, jak z góry zakłada się
że nie chodzi o wynik ale o tzw "udział" to jest OK

zresztą w szkole non stop są jakieś konkursy, a to plastyczny, a to na
wykonanie kolęd, a to matematyczny, a to fotograficzny, a to na opis ulubionej
ksiązki (to wszystko autentyki z zeszlego roku, w ktorych bral udzial mój syn)-
no i chodzi właśnie o to aby jedno dziecko zwyciezylo w jednym, a drugie w
drugim, no i też o to aby umiało i zwycieżać ale też "tylko brać udział". To
jest bardzo fajne. Są konkursy do ktorych dzieci są typowane przez nauczycieli
(taki Kangur wlasnie), a sa do ktorych dzieci zglaszaja sie same wedlug
zasady "śpiwać każdy może", no i super.

Ambicje rodziców są na początku, kiedy każdy szkolny sukces, rajcuje itp, potem
to już spływa jak woda po kaczce, bo poprostu fizycznie nie da się być cały
czas nastawionym na życie dziecka, mnie przeszło w 3 klasie, tak na poczatku.
Przez 2 pierwsze lata, to bardzo sie emocjonowalam kazdym sukcesem i porazka,
no coz teraz sie ciesze, ale juz tak ogolnie-szkola to jednak glownie sprawa
syna nie moja (choc teraz jeszcze na poczatku, troche pomagalam, bo akurat 4
klasa troche sie pozmienialo w systemie uczenia...)

> 2. Najzdolniejsze dzieci mają potem kłopot,
> dobre miejsce w konkursie rodzi zazdrość wśród rówieśników,
> a to utrudnia życie.

nie, wlasnie to ze kazde dziecko ma szanse sie wykazac, niweluje te roznice.
no ale oczywiscie, szkola taka roznorodnosc musi zapewnic oraz atmosfere aby
dzieci chcialy sie zglaszac. U syna w klasie, bylo zawsze za duzo chetnych.

> Na pewno czym wyżej tym gorzej,
> nie wiem jaka forma konkursu była by bezpieczna dla dzieci:
> likwidacja wyższych etapów,
> likwidacja ogłaszania wyników (ale taki kokurs jest wtedy bez sensu),
> czy może ktoś wymyśli inne sposoby...

Nie zgadzam sie. Nie spotkalam w swoich "szkolnych" doswiadczeniach (4 rok)
rodzicow ktorzy inaczej traktowaliby takie konkursy niz zabawe-wiec mozna i tak-
naprawde mozna sie bawic razem z dziecmi i cieszyc jak ladnie recytuja ale i
jak "posypią sie" ze az cała sala ryczy ze śmiechu (klasa mojego syna ciagle
robiła jakieś przedstawienia na konkurs, i to zdarzało sie bardzo czesto...) .
A jak ktos ma chorobliwe ambicje, to i tak je bedzie rozwijal, jak nie w
szkole, to posylajac dziecko na konkursy "Malej Miss"...

1. Strona internetowa w jakis sposób także świadczy o szkole. Oczywiście mozna
tam napisać wszystko, ale ewentualną nieprawdę można łatwo zdemaskować i
kompromitacja gotowa. Porządna, dobrze zrobiona strona też wystawia dobre
świadectwo placówce. Zaś strona niedbała, nieaktualna, źle zrobiona także jest
wyrazem tego co dzieje się w szkole ( lub nie dzieje).
2. Dlaczego uważam, że jest to szkoła dobra - oto moje argumenty:
- ma własny nowoczesny budynek - rzadkośc w przypadku szkół niepublicznych
- ma nienajgorsze zaplecze sportowe - salę ruchową, boisko, basen 500 metrów od
szkoły ( dzierżawiony), w planach- i to najbliższych) budowa dużej sali
gimnastycznej i drugiego boiska sportowego ( a może nawet kortu tenisowego).
- w szkole jest lekarz, pielęgniarka, psycholog i pedagog, realizowany jest
program profilaktyczny dot, uzależnień ( wiele szkół niepublicznych chowa głowę
w piasek twierdząc, że ten problem U NICH nie występuje)
- szkoła ma dobrze wyposażone pracownie przedmiotowe, z których się kORZYSTA
- języki obce prowadzone są na kilku poziomach i w grupach. Nie ma sytuacji, że
w ławce zasiada dziecko, dla którego angielski jest prawie językiem ojczystym i
takie , które zna 100 słówek i jeden czas. Jeśli ktoś się przyłoży, ma szansę
po ukończeniu szkoły zdać certyfikaty potwierdzające znajomość języków np. FCE
- Bardzo istotne dla większości dzieci - stołówka z naprawdę niezłymi
posiłkami. Jesli dziecko jest w szkole przez pół dnia może zjeść coś gorącego.
- Nauczycielom po prostu CHCE SIĘ UCZYĆ - nie "odwalają" tylko uczą. W
przypadku niejasności jest mozliwość konsultacji, poprawy stopni
- Szkoła organizuje wycieczki, które nie tylko daja możliwość zwiedzania, ale
także integrują młodzież. Tu nie napiszę niczego więcej niż to co jest do
przeczytania na stronie internetowej
- Jeśli ktos jest zainteresowany ma do wyboru szereg kółek. I to nie
wirtualnych a rzeczywistych. Uczniowie najbardziej lubią humanistyczne.
- W szkole jest bezpiecznie - ochrona. I to nie jest bez znaczenia zwłaszcza po
niedawnej lekturze GW o przemocy w niektórych szkolach publicznych. Kradzieże
zdarzają się sporadycznie, nie ma bójek- są natomiast przepychanki tak jak
wszędzie!
- Nie ma wyścigu szczurów w złym tego slowa znaczeniu. Jest natomiast
rywalizacja, są konkursy. Słabszym uczniom udzielana jest pomoc, lepsi nie sa
na cenzurowanym z etykietką "kujona".
- W szkole aż roi się od konkursów- każdy dla siebie coś znajdzie( ostatnio
historyczny, Tęga Głowa, polonistyczny, Kangur dla wszystkich, całoroczny
geograficzny - więcej informacji vide strona primusa)
- Nie bez znaczenia jest wysoki poziom informatyki. Uczniowie mogą zdobyć ECDL
( także odsyłam na stronę internetową szkoły).
Czy są mankamenty - oczywiście, że tak jak w każdej szkole. Jednak po kilku
dobrych latach kontaktu ze szkołą mogę z całą stanowczością stwierdzić, że jest
ich niewiele. Moja koleżanka mająca dziecko w szkole publicznej opowiadała
horrory. Przemoc jest na porządku dziennym, a nauczycielom po prostu nie chce
się uczyć. Karta Nauczyciela broni przed zwolnieniem, więc rok szkolny jest
dobrym czasem na branie zwolnień np. na wyremontowanie mieszkania. Ale to na
marginesie.
Nie reklamuję Primusa - przedstawiam rzetelnie jego wizytowkę.

Gość portalu: Magda napisał(a):

> rodzic w kontaktach ze szkoła staje z góry na pozycji przegranej - nauczyciel
> zawsze i w każdej sytuacji ma rację- świadczaą o tym także słowa o
> teperowaniu rodziców, którzy w procesie dydaktyczno-wychowawczym mają być
> partnerami, a nie gówniarzami, którym nauczyciel wskazuje miejsce w szeregu.

Nie jestem nauczycielem i nie pracuję w szkolnictwie. Jestem rodzicem, któremu
nie podoba się pieniactwo niektórych innych rodziców.
Ostre słowa o temperowaniu są jak najbardziej uzasadnione w niektórych
przypadkach, uwierz mi. Dziwni rodzice zdarzają się coraz częściej.
Dwa przykłady:
Chłopak w szkole podstawowej kopnął koleżankę. Wezwany do szkoły ojciec, znany
i wykształcony lekarz, stwierdził: - No i dobrze! Jak raz dostała, więcej się
nie odważy podskoczyć!
Czy nadal uważasz, że nauczyciel w szkole nie powinien mieć prawa utemperować
takiego za przeproszeniem lekarza i za przeproszeniem ojca?

Niezwykle doświadczona i zaangażowana w swoją pracę nauczycielka gimnazjum
prowadzi lekcję rzeźby, każdy uczeń dysponuje ostrym nożem. Trzynastoletni
chłopak usiłuje chodzić po klasie, rzuca papierkami - raz rzuci papierkiem, za
chwilę może nożem. N-lka zwraca uwagę raz, drugi, trzeci raz podniesionym
tonem. Chłopak nagle się pakuje i wychodzi, bo "mama powiedziała, że jak mi się
coś w szkole nie spodoba, to ma zabrać książki i zeszyty i wyjść". Mimo zakazu
n-lki dziecko wychodzi z klasy i znika ze szkoły.
Na drugi dzień na biurku dyrektora ląduje pisemna skarga i pogróżki skierowania
sprawy do sądu za wyrzucenie ucznia z klasy i "narażenie na bezpośrednie
niebezpieczeństwo utraty życia".
Pomijam fakt, że n-lka wygrałaby tu w każdym sądzie, bo to i bezpośredniego
niebezpieczeństwa utraty życia nie było, i poza tym nauczyciel w uzasadnionych
przypadkach ma prawo usunąć ucznia z lekcji i kazać mu ochłonąć na korytarzu.
Chodzi mi głównie o skrajny brak współdziałania matki z osobą, której pieczy
powierzyła życie swego dziecka, mimo wyraźnego takiego obowiązku prawnego (art.
354 par. 2 Kodeksu cywilnego), o jej roszczeniową postawę i krzywdę, jaką
chciała wyrządzić dobrej nauczycicielce.
Matka ta - utemperowana i postraszona sądem - przywołała syna do porządku, od
tego czasu nie ma z nim w szkole żadnych problemów; dzięki Bogu ten pożądany
stan trwa już pięć miesięcy.

> Mam doświadczenie ze szkołą, która ukończył mój syn. 3 nauczycielki: jęz
> niemieckiego, przyrody i matematyki - przedmiotów, z których syn był naprawdę
> najlepszy postanowiły go usadzić. Kwestionowały samodzielność prac, choc nie
> potrafiły tego udowodnić, oceniały surowiej niz innych, czepiały się
> nieistotnych drobiazgów. Gdzie się dało obniżały mu stopnie - matematyczka ,
> mimo , że syn był laureatem konkursu Kangur i z klasówek miał 5 lub 6 na
> koniec 6. klasy postawiła mu 5, bo....niestarannie prowadził zeszyt - brak
> podkreśleń tematu, dat, nr lekcji itp.
> Na wywiadówce - bardziej słuchając niz mówiąc, doszłam do wniosku, ze
dyskusja z w.w nauczycielkami jest pozbawiona sensu, nie będę zniżała się do
poziomu prymitywnej i sfrustrowanej kobiety.

Nie kwestionuję Twoich obserwacji, Twoja ocena tych trzech nauczycielek też
mogła być jak najbardziej usprawiedliwona. Potępiam ich postawę.

> Zdarzają się wyjatki, ale zwykle bywaja zakrzyczane w pokoju nauczycielskim
> przez głosne i agresywne belferskie gawrony.

Z inwektywą przesadziłaś, ok?

Od kiedy selekcja? Zdania uczonych na ten temat od lat są podzielone, a jeśli
nawet zwolennicy specjalnych klas dla uzdolnionych mieliby rację, to i tak
nasza dyskusja jest bezprzedmiotowa, bo polski system szkolny jaki jest, każdy
widzi. Urawniłowka do końca gimnazjum, a na prowincji, gdzie wybór szkół
średnich i "wyższych" jest niewielki, to do końca edukacji.
Ze niby można dokonać selekcji w ramach szkoły?
A pamiętacie niedawne święte oburzenie w Gazecie Wyborczej,że w polskich
szkołach "dzieli się" dzieci?
W tej materii nic sie na razie nie da zrobić, nowa matura też jest przecież dla
przeciętnych, nie dla wybitnych.

Celem dyskusji na forum jest, aby młodzi , niedoświadczeni rodzice umieli
pomóc swoim dzieciom rozwinąć ich zdolności. Jasne,żete talenty mogą być
różne, np. młody człowiek może miec zamiłowanie do stolarstwa, inny - lubić
grzebanie w silnikach samochodowych i naprawde nie należy przekonywać ich, że
do szczęścia konieczne jest zdobycie na siłę tytułu mgr marketingu i
zarządznia. W normalnym społeczeństwie dla każdego człowieka powinno być
miejsce, bo każdy ma jakieś zdolności.

Przedmiotem dyskusjii są nieprzeciętne zdolności intelektualne, i ja się będę
upierać, że bardzo często te zdolności są marnowane, z wielką szkodą nie tylko
dla tego konkretnego człowieka , ale przede wszystkim dla społeczeństwa.
W naszym własnym interesie dbajmy o talenty. Temu słuzy między innymi
akcja "Polityki" , skierowana do młodych naukowców, pod hasłem "Zostańcie z
nami".
Powiedzmy młodym rodzicom, że jest specjalny Fundusz na Rzecz Dzieci.
Że w szkołach powinny być organizowane nie tylko olimpiady przedmiotowe dla
najstarszych uczniów, ale konkursy typu Zabka lub Kangur Matematyczny, nawet
dla tych najmłodszych.
Doradżmy, gdzie są dobre, rozwijające przedszkola, społeczne szkoły podstawowe
z autorskimi programami. W dużych miastach jest łatwiej, szczególnie,gdy ma sie
dobrą sytuacje materialną.

Ja ze swej strony chciałabym doradzić zapisanie dziecka do szkoły muzycznej,
oczywiście tylko takiego, które ma jaki taki słuch muzyczny. Zdolności muzyczne
zreszta często idą w parze ze zdolnościami matematycznymi.
Jeżeli nie szkoła ,to ognisko muzyczne, ale - uwaga - nie lekcje
prywatne.Ognisko jest tańsze, szkoła jest za darmo. Wazne, by dziecko
przebywało w grupie takich "lepszych" dzieci, bo trzeba być dobrym uczniem, by
pogodzić nauke w dwóch szkołach.
Posłanie dziecka na lekcje muzyki to jest kulturalne zagospodarowanie jego
czasu wolnego , i przygotowanie przyszłego odbiorcy sztuki.W szkole lub ognisku
muzycznym uczeń ma możliwość publicznych wystepów, co jest bardzo ważne, dla
dzieci introwertycznych,lub przewrażliwionych, a takimi są często uzdolnieni
uczniowie. A co najważniejsze - nauka gry na instrumencie w rewelacyjny
sposób aktywizuje mózg. Nie wiem, na czym to polega, wiem tylko, że świetnie
rozwija pamięć. Przywołam jeszcze trywialny argument, że artystyczne hobby i
konkretne pozazawodowe umiejętności są bardzo ważne w aplikacjach o przyjecie
na dobry Uniwersytet (przynajmiej w USA)oraz w staraniach o dobra pracę.
Do ogniska muzycznego można zapisać nawet 4 letniego malucha.

Może sie mylę, ale nie zgadzam się, że dzieci uzdolnione należy uczyć "pokory".
Każdy powinien mieć świadomość własnej wartości.Skończmy z polskim piekłem,
gdzie nikomu nie wolno sie wychylić.

ech, maksiu, rozmnozyles swoje watki i juz nie wiadomo gdzie do
Ciebie pisac
co do mojego syna - genialny to on nie jest ale jest bardzo zdolny i
sie nad nim pracuje Poniewaz poprzedniczki dawaly linki do zadan
dam i ja:
www.mat.edu.pl/
tam wejdz w zakladke 'matematyczne' - moim zdaniem konkurs lepszy
niz kangurek. W kangurku moj syn mial I m-ce w kraju, zadania
zupelnie nie wykraczaja poza ramy programowe. Alfik wymaga
logicznego myslenia na przyzwoitym poziomie, technicznie zadania tez
sa bardzo proste (jak to podane przez Ciebie na poczatku watku) -
moje dziecko wygralo tu z dziecmi o rok starszymi (rok roznicy to w
tym wieku (8 a 9-ciolatek) ciagle bardzo duzo!) ale juz nie na
poziomie kraju tylko wojewodztwa.
To jest tez ciekawy konkurs:
grymat.im.pwr.wroc.pl/
Do szkoly mojego syna chodzi chlopak ktory go 2x wygral na etapie
miedzynarodowym - od nastepnej klasy mojego syna bedzie prowadzic ta
sama nauczycielka co tego chlopca, zobaczymy czy efekty beda
podobne
Tak sie sklada ze mieszkamy w wielkim miescie i oboje z mezem
jestesmy nauczycielami akademickimi z zakresu nauk scislych - i w
pelni swiadomie pisze ze poziom polskiego szkolnictwa jest
tragiczny. Polscy maturzysci swietnie recytuja formulki, wyglaszja
wzory, posluguja sie pojeciami ktorych znaczenia nie rozumieja bo
nikt ich nigdy nie sklonil do zastanowienia sie nad otaczajacym
swiatem i zachodzacymi w nim zjawiskami. Jak to sie dzieje ze
student chemii nie potrafi odpowiedziec na pytania typu: co to jest
temperatura? czego jest miara? co to jest cieplo? co to znaczy ze
ciecz wrze i kiedy tak sie dzieje? ze o cisnieniu juz nie wspomne...
No jak slowo daje, niby powinnam sie juz przyzwyczaic ale ciagle
robi mi sie slabo gdy student na laboratorium (w przepisie cwiczenia
jest 'ogrzac ciecz do wrzenia') krzyczy: pani dr, pani dr, czy to
juz wrze?? aha, temp. wrzenia to 138 stopni a na termometrze jest
136 czy nie moze jeszcze wrzec..... Noszszs...wszystko mi opada...
A zdarzyl sie i taki kwiatek co na pytanie: no ile to jest 7x8?
odpowiedzial: 56? a moze 64? kto by tam pamietal, sa przeciez
kalkulatory..... Rozbrajajace I taki czlowiek ma mature W
Polsce mature ma kazdy kto chce, polska matura nie znaczy nic, nie
gwarantuje nawet okreslonego poziomu wiedzy delikwenta. Ci zdolni
maja cholernie trudno - malo ktory nauczyciel naprawde zajmie sie
takim uczniem i odpowiednio go poprowadzi. Na studiach tylko patrza
jak wyrwac sie z Polski, chocby na jakis staz wakacyjny na uczelni
(najchetniej w USA), tam sie wykazac, zaczepic i potem zrobic dobry
doktorat w 3 lata majac do dyspozycji znakomicie wyposazone
laboratorium i bazy obliczeniowe o jakich w Polsce sie nie snilo...
Ech, Maksiu, ja lubie czytac jak opisujesz amerykanski system
szkolnictwa chociaz tego nie widac bo praktycznie sie w Twoich
watkach nie odzywam. Napisz wiecej jak wyglada delta program -
dzieciaki w takiej klasie ucza sie czego innego niz rowiesnicy? ale
jak - co z dziecmi ktore dajmy na to sa swietne z matmy ale juz
zupelnie przecietne z angielskiego? I jak tam Twoja corka, lapie sie
do Hunter college (pisales ze ona i tak nie chcialaby tam chodzic bo
to daleko a ona nie lubi wczesnie wstawac )?
pozdrawiam

Aga
Ps. moj syn kalkulatora jeszcze w rece nie mial i predko nie
dostanie

Dzień Dziecka na Ochocie!!
Program imprezy
Dzień Dziecka 2008

8 czerwca 2008r. (niedziela)
godziny 14:00 – 18:00
OSiR Dzielnicy Ochota ul. Rokosowska 10

Naszą inicjatywą jest forma zagospodarowania czasu wolnego do której
zapraszamy dzieci wraz z rodzicami w niedzielne popołudnie.
Ideą tego przedsięwzięcia jest zachęcenie dzieci do aktywnego i kreatywnego
spędzenia czasu wolnego pod fachowym okiem wychowawców, specjalistów oraz
instruktorów sportowych. Podczas imprezy dzieci będą mogły brać udział w
konkursach, quizach, pokazach oraz konkurencjach sportowych i wygrywać
ciekawe nagrody.

Impreza będzie obywała się na dwóch płaszczyznach, które wzajemnie będą się
zazębiały i dopełniały: I – scena, II- płyta boiska.

I -scena
Na scenie będą miały miejsce działania zgodnie z poniższym scenariuszem;
Aleksandra Szwed (osoba prowadząca) - będzie czuwała nad prawidłowym
przebiegiem poszczególnych punktów programu.

Godzina 14:05-15:45
MDK
Występy - Podopieczni MDK Ochota zaprezentują pokazy tańca w wykonaniu:
MrówiXów, Baletniczek, Zygzaków)

Godzina 15:45-15:00
Agencja Sportowo- Turystyczna RELAKS
Konkurencja zespołowa
1.Przeciągnie liny
2.Wyścigi ,,narciarzy”
3.Wyścigi w workach

Godzina 15:00-15:45
TPD
Występy
- pokaz tańca
- przedstawienie w wykonaniu podopiecznych TPD

Godzina 15:45-16:00
TPD
Konkurs - wiedzy o UE

Godzina 16:00-16:15
OSiR
Pokaz tańca nowoczesnego z elementami areobiku - zaprezentuje formacja
taneczna FITNESS CLUB S4.

Godzina 16:15-16:30
TPD
Konkurs - wiedzy o Warszawie i Ochocie

Godzina 16:30-17:30
OSiR
Koncert - zespołu EYAA

Godzina 17:30-18:00
TPD,
Wydział Spraw Społecznych i Zdrowia Urzędu Dzielnicy Ochota
Zakończenie
-wręczenie podziękowań oraz wyróżnień TPD Ochota
-losowanie 3 nagród głównych
-wręczenie nagród przez Przedstawicieli Zarządu Dzielnicy Ochota

II – płyta boiska
Na płycie boiska w godzinach 14-18 będą miały miejsce zabawy i konkursy w
wykonaniu:

1)AGENCJI SPORTOWO-TURYSTYCZNEJ „RELAKS”, która przeprowadzi:
Konkurencje indywidualne w godzinach 14-18
1. Strzelanie z łuku do tarczy (poza płytą boiska )
2.Cellotka
- rzuty strzałką do tarczy magnetycznej
- rzuty piłeczką do tarczy na rzepy
3. Minitrampolina – skoki dla najmłodszych dzieci
4. Wyścigi w workach
5. Wyścigi na piłkach kangurkach ( skaczących )
6. Zabawa w wędrujące piłki
7. Łowienie rybek
8. Skoki na skakankach
9. Kręcenie hula- hop
10. Strzelanie z dmuchawki do celu
11. Zabawa w diabolo
12. Zabawy na bujakach dla najmłodszych
13.Rzuty kółkami na pachołki i paliki

Konkurencje zespołowe (w określonych godzinach programu):
1. Przeciągnie liny
2. Wyścigi ,,narciarzy” (2 osobowe drużyny )
3. Wyścigi w workach ( 2 i 3 osobowych )

2) TRIAD „SZANSA” - zajęcia animacyjne
1. „ W papierowym królestwie” – praca metodą origami
Animatorzy: 2 osoby
2. „Sprawne ręce” – praca techniczna z wykorzystaniem masy solnej
Animatorzy: 2 osoby

3) TPD Odział Dzielnicowy Ochota (w godzinach 14-18)
- 4 stoiska środowiskowych ognisk wychowawczych TPD
- prezentacja osiągnięć wychowanków
- wystawa prac plastycznych
- warsztaty origami
- konkurs plastyczny w ramach Kampanii „Zachowaj Trzeźwy Umysł”

4) Towarzystwo Miłośników Gier umysłowych (w godzinach 14-18)
- konkurs mistrz gier logicznych
- symultana szachowa
- konkurs szaradziarski

5) OSiR - (w godzinach 14-18)
- basen z piłeczkami dla małych dzieci
- tunel gąsienicy
- 5 konkurencji sportowych - przeprowadzonych przez firmę POTRIS
- taniec na macie z użyciem video - prowadzony przez firmę IQ Publisihing

6) Teatr plastyczny MAKATA - pokazy 2 szczudlarzy w godzinach 15:30-17:30

Tak się przysłuchuję tej dyskusji i muszę powiedzieć jedno - cieszę się, że mój
syn nie dostał się do gimnazjum akademickiego. Miał zbyt słaby wynik z owego
końcowego testu. Paradoksalnie, choć zdobywał laury w konkursach matematycznych,
jak Liga Zadaniowa czy Kangur, najgorzej poszła mu część matematyczna i to
zaważyło. Może miał słabszy dzień, może nie jest faktycznie aż tak zdolny, w
każdym razie faktem jest, że nie zdążył rozwiązać 10 tych prostszych zadań w pół
godziny. Trudno. Widać byli od niego lepsi. Z perspektywy tego czasu, jaki minął
od tamtego egzaminu jesteśmy naprawdę wszyscy zadowoleni, że tak to się
potoczyło. Chodzi do dobrej szkoły, jest aktywny, osiąga sukcesy na miarę swoich
możliwości, ma dużo przyjaciół i kolegów, choć wcześniej był z niego trochę
samotnik i indywidualista. Nabrał pewności siebie. Nie wiem, jak by się
potoczyły jego losy, gdyby się dostał do GiLA, ale tak jest dobrze.
Chcę przez to powiedzieć, że nie każdy rodzic, którego dziecko nie dostało się
do GiLA, jest sfrustrowany i obrażony na szkołę. Przeciwnie, uważam, że jak
najbardziej takie szkoły powinny istnieć, żeby dzieciaki zdolne miały nie tylko
talent, ale i możliwość realizowania się. Jestem jak najbardziej za. Nie wypada
mi wypowiadać się na temat rekrutacji. Jest jaka jest, taką sobie szkoła
wyznaczyła i trudno z nią dyskutować. Nie każdy do niej pasuje. Gdyby było
więcej szkół podobnego typu, szkół o nieco wyższym poziomie niż standard, można
by lepiej wybrać szkołę dla swojego dziecka. Wybór mamy ograniczony, niestety,
tych dobrych szkół nie jest wiele nawet w mieście, o mniejszych miejscowościach
nie wspominając, stąd takie powodzenie GiLA. Co bym może zmienił w rekrutacji,
to ów test psychologiczny, który, jak powiedział dyrektor szkoły, nie wyklucza
żadnego z kandydatów, a służy szkole tylko po to, by wiedzieć, jak pomóc
uczniom, którzy się dostaną. To trochę dziwne. I przyznam, że jest to pewne
obciążenie finansowe dla kandydatów spoza Torunia. Nie lepiej byłoby taki test
przeprowadzić już po rekrutacji, z tymi, którzy się dostali? Chyba że szkoła
jednak je wykorzystuje do selekcji kandydatów, ale wtedy byłoby uczciwiej
powiedzieć o tym wprost, a nie wprowadzać w błąd.
Nie wypowiadam się również w kwestii odpłatności, bo ja osobiście problemów
finansowych nie mam. Mnie stać by było na opłatę za internat i podejrzewam, że
nie każdy mieszkający w Internacie GiLA jest z biednej rodziny. Ale rozumiem, że
szkoła nie chce wprowadzać selekcji wewnętrznej na tych, co płacą i nie i to
szanuję. Skoro ją, a właściwie uczelnię na to stać, to czemu nie?
Natomiast moje pierwsze zdanie, o tym, że cieszę się, że mój syn nie dostał się
do GiLA, wynika raczej z wypowiedzi aktualnych uczniów w tej dyskusji, tych,
którzy mówili, że GiLA nie jest już takie samo, że zamienia się w szkołę, gdzie
wyścig szczurów i rywalizacja na pierwszym planie są coraz częstsze. Tego
chciałem uniknąć dla swojego dziecka i cieszę się, że to się udało. Nie każde
dziecko do tego się nadaje. Moje na pewno nie.
Szkole życzę dalszych sukcesów i mam nadzieję, że mimo wszystko uda jej się
przetrwać trudne czasy. Osobiście jednak sądzę, że na straszeniu się skończy i
UMK nie zrezygnuje z finansowania tej placówki, która jednak jest jej świetną
wizytówką.

Przeczytałam - i zadumałam się.

Po pierwsze, z reakcji dyskutantów mozna odnieść wrażenie, ze mamy tu przypadek
tzw. polskiego piekła.
Niech no tylko ktoś się czymś in plus wyróżni, natychmiast trzeba go sprowadzić
na ziemię, pokazać gdzie jego miejsce, stłamsić, do szorowania podłóg zapędzić,
niech mu się nie wydaje że jest jakiś lepszy.

Tymczasem, choć rzeczywiscie kazdy rodzi się z jakimś talentem, to niektórzy
rodzą się z pięcioma talentami, a jeszcze inni - z dziesięcioma.
Utalentowany człowiek, nawet gdy jest jeszcze dzieckiem, ma chyba prawo do
uświadomienia sobie swoich zdolności, do cieszenia się nimi.
I ma obowiazek te talenty rozwijać, z pożytkiem dla siebie i innych.
Mała Zuzia ma wszelkie dane na primabalerinę,i oby jej się udało.
Miłośnicy baletu z przyjemnością i satysfakcją oglądać będą utalentowaną
perfekcyjną tancerkę, w dodatku "z magnetyzmem".

Chyba nie wszyscy zdają sobie sprawę, ile pracy, wysiłku i wyrzeczeń wymaga
zawód artysty. Paradoksalnie - im wiekszy talent, tym większe dążenie do
perfekcjonizmu, czyli więcej pracy.

Druga sprawa to charakter Zuzi.
Czy jej mama aby za wiele od niej nie wymaga?
Czy naprawdę jest aż tak źle?
Nie znajduję na to dowodów. Ot, zwykłe dziecięce przywary.
Ale to co uchodzi zwykłym dzieciom, niezwykłej Zuzi nie przystoi.

Chyba każde dziecko jest egocentryczne (nie mylić z egoizmem).
Niejedna dziewczynka robi sceny w sklepie, gdy mama nie chce kupić wymarzonego
ciucha.
Niejedno dziecko wypowiada się szczerze az do bólu o koleżankach, że ta ma zęby
krzywe, że tamta śmierdzi,że inna jest głupia, bawić się z nimi nie chce, na
urodziny za nic nie zaprosi.
Widzę też , że Zuzka wcale nie uważa,że jest zawsze naj. Przypuszczalnie nie
pcha się do konkursu Kangur Matematyczny. W pewnych rzeczach jest naprawdę
bardzo dobra i tylko w tych dziedzinach "rywalizuje" z koleżankami.
Czy to jest zarozumiałość, czy świadomość własnej wartości?
Zuzka jest lubiana przez koleżanki. Chyba nie bez powodu. Dzieci nie dadzą się
oszukać.
Mama pisze, że Zuzia jest wrażliwa, uczynna, pracowita, bezproblemowo
funkcjonująca z młodszą siostrą. Tylko się cieszyć.

Ja mamę Zuzi trochę rozumiem. Mama pamięta z bajek, że piękne księżniczki są
anielsko dobre, ciche i skromne, i wymaga tego od Zuzi.
Ale Zuzia nie jest księżniczką z bajki tylko współczesną małą dziewczynką i ma
prawo do bycia niedoskonałą, do bycia wychowywaną.

Mam trochę doswiadczenia z dziećmi w szkole muzycznej. Pamiętam,że dzieci
wybitnie zdolne miały zapewnioną opiekę psychologiczną.
Naprawdę, nie jest łatwo być artystą, nawet dziesięcioletnim.

PS. Spektakl "Romea i Julii" młodsza siostra oglądała rozrywkowo, starsza -
zawodowo, czyli krytycznie. Z oczywistych względów.